19.10.2017

Rozdział 23- 30 %
Korekta - 5/22








poniedziałek, 5 czerwca 2017

05. Gwieździste niebo


Gorące dni w Tokio upływały w zawrotnym tempie. Praca pochłonęła mnie doszczętnie. Raczej sama dałam się jej pochłonąć, by tylko o nim nie mysleć. Choć pytania, które Ino kierowała co chwilę w moim kierunku nie dawały mi zapomnieć. Chciała znać postępy w mojej sytuacji. Tylko jaka to była sytuacja? Czy miałam odwagę przyznać przed przyjaciółką, że od naszego ostatniego dziwnego pocałunku trzy dni temu nie widziałam się z nim ani razu? Nie chciałam się pierwsza odezwać. A może bałam się, że nie podniesie słuchawki gdy zobaczy mój numer telefonu. Albo, że zostanę spławiona i wyśmiana. On też widocznie nie czuł potrzeby kontaktowania się ze mną. Odetchnęłam ciężko, opierając się czołem o blat biurka.
– Głowa mi od tego wybuchnie – pomyślałam, opuszczając bezwładnie ręce. Do moich uszu dobiegł mnie dźwięk własnej komórki.
– Kto znowu? – Rozdrażniona przetrzepałam zawartość torebki w poszukiwaniu urządzenia. – Ino ? – Spojrzałam na wyświetlacz zdziwiona. Wcisnęłam zieloną słuchawkę.
Nie zdążyłam wypowiedzieć ani słowa, ponieważ głos po drugiej stronie zaczął niczym nakręcona katarynka.
– Cześć Sakura ! Nie przeszkadzam Ci ? Słuchaj mam do Ciebie ogromną prośbę. Mojej kwiaciarce przyśpieszył się termin porodu i leży w szpitalu, a ja zostałam z tym wszystkim sama.
– Ale powiedz o co chodzi. – Wtrąciłam się jej w zdanie.
– Strojenie na tą imprezę charytatywną pojutrze.-  Oparłam się wygodniej w fotelu zastanawiając się przez moment. Kompletnie zapomniałam. Chwila ciszy nie trwała długo.
– Sakura? Jesteś tam ? – Głos przyjaciółki był lekko podenerwowany. Musiała mieć prawdziwe urwanie głowy.
– Tak, jestem. Pewnie, że ci pomogę. Zrobię sobie przerwę od tych papierów. Kiedy? – spytałam.
– Przyjadę po ciebie jutro z samego rana. – Usłyszałam jak odetchnęła z ulgą, a następnie dziękując mi rozłączyła się.

<<>> 

Przeczesałem dłonią włosy, zasiadając w obrotowym fotelu. Dochodziło już późne popołudnie. Spojrzałem przez okno, gdzie słońce powoli kierowało się ku zachodowi. W głowie wciąż miałem obraz różowowłosej. Właściwie myślałem o niej cały czas, mimo, że nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Ona sama nigdy o niego nie zabiegała, tak było i teraz. A ja? Sam nie wiem, dlaczego się nie odezwałem. Nie raz wykręcałem jej numer w telefonie, jednak za każdym razem wszystkie próby kończyły się tak samo. Chciałem się nad tym wszystkim zastanowić. Nad relacjami jakie zaczynają nas łączyć. A raczej moimi dziwnymi zachowaniami. Czułem, że staje się słaby. Jakby ta kobieta mogła zrobić ze mną co chce. Nie mogłem sobie na to pozwolić. Muszę postawić sprawę jasno.
Z rozmyśleń wybiło mnie pukanie do drzwi. Nie otworzyły się bez pozwolenia, dlatego mogłem wykluczyć Naruto lub Shikamaru. Czy to znowu Karin ? Nie miałem ochoty na jej kolejne zaloty. Znów przyłapuję się na absurdalnych myślach. Odrzucam łatwą zdobycz, ponieważ wiem, że nie może się równać z Sakurą. Jak bardzo zaczyna mi odbijać.
- Wejść – powiedziałem beznamiętnie. To nie była Karin, a mój przyjaciel Sai. Byliśmy już właściwie partnerami, więc powinienem przyzwyczaić się na nowo do jego towarzystwa.
- Czegoś Ci trzeba ? – zapytałem zaciekawiony.
– Chciałbym prosić Cię jutro o pomoc. Moja narzeczona z dziewczynami będzie stroić salę na tą charytatywną imprezę. Nie może nosić tyle ciężkich rzeczy, dlatego obiecałem, że przywiozę jej wszystkie kwiaty. Nie wiedziałem, że będzie tego tak dużo. Nie zmieszczę ich do jednego samochodu. – Zażenowany podrapał się po głowie ze zmieszanym uśmiechem. Wyglądał, jakby trochę bał się mnie prosić o pomoc. Czy ja naprawdę jestem takim gburem ?
- Zostaw mi adres i godzinę – odpowiedziałem udając, że czytam coś ważnego na komputerze.
Tak naprawdę błądziłem myszką po ekranie, aby tylko nie dojrzał mojego skrępowania. Nie jestem przyzwyczajony do takich sytuacji i nie wiem, jak powinienem się wtedy zachować. Pokładał we mnie zaufanie, przecież nie mogłem go zawieść.
Jeszcze raz mi podziękował, co strasznie przeciągało chwilę, poczym opuścił pomieszczenie z szerokim uśmiechem. Czy on zawsze był taki zadowolony i pełny życia ? Jeszcze trochę i ludzie zaczną mylić go z Naruto. Co te kobiety z nami robią.  Wydychając ciężkie powietrze opadłem na oparcie fotela. Swoją drogą, myślę, że to już czas.

<<>> 

Przeglądałam swoją szafę w poszukiwaniu praktycznych i wygodnych ubrań na jutro. Ostatecznie nie mogły być zbyt eleganckie, jeśli będę musiała wejść na drabinę, opięte jeansy mogą być sporym utrudnieniem. Zapowiada się ciepły dzień, jednak sukienka to równie zły pomysł. Przecież nie mam zamiaru świecić majtkami przy każdym pochyleniu.
Moją wewnętrzną walkę z ubraniami przerwał dźwięk smsa.

„O 22 na parkingu przy West Street".

Trzęsącą się dłonią trzymałam telefon, odczytując wiadomość. Wzrokiem ponownie zlustrowałam tekst i nadawcę, nie mogąc uwierzyć, że to naprawdę Sasuke. Tak długo nie mieliśmy kontaktu, a on zachowuje się jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi i umawiali się właśnie na kawę. Cholerny Uchiha. Ta jego bezpośredniość i władczość doprowadzi mnie do szału. Mimowolnie na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech. W jednej chwili znów znalazłam się przy garderobie.
– Zmiana planów ! Co ja włożę dziś na siebie ?!

<<>> 

Chłodny wiatr okalał moje ciało, wywołując na nim gęsią skórkę. Założyłam ręce na piersi, przyciskając do siebie bliżej jeansową kurtkę. O tej godzinie jednak nie jest już tak przyjemnie. Stałam na parkingu całkiem sama. Nie było nawet samochodów. Miałam wrażenie, jakbym krzyczała „Jestem bezbronna! Porwijcie mnie”.
To było głupie, że zdecydowałam się przyjść. Przecież nawet dobrze nie znam osoby, z którą zamierzam się spotkać. Te parę tygodni nie dawało mu jeszcze miana mojego przyjaciela. Właściwie nie wiedziałam, kim on naprawdę dla mnie był. Raz zachowywał się, jakby znał mnie od lat, a czasami jakby był zupełnie obcy. Ciężko mi go rozgryźć. Może właśnie dlatego stoję tu właśnie odrobinę wystraszona, słysząc tylko swoje przyspieszone bicie serca.
- Nie sądziłem, że przyjdziesz. Nie boisz się ? Mógłbym być napastnikiem – wyszeptał głos za mną. Odwróciłam się. Dobrze znałam ten głos. Spojrzałam w jego zaciekawione czarne tęczówki. Nie był ubrany jak zwykle w swoje eleganckie ubrania. Miał na sobie luźne spodnie dresowe, delikatnie zwężane przy kostkach. Zamiast gustownych drogich butów stał w białych Nike'ach, a czarny top przykrywała sportowa bluza.
Wprawdzie sama się nie wystroiłam, ale czuje się głupio. Potraktował to jak luźne spotkanie, a ja wyglądam idiotycznie. Ale, przecież widział mnie już w dresie. To był czas na coś innego.
- Wyglądasz pociągająco. – Uśmiechnął się w ten swój zawadiacki sposób, spokojnie oblizując wargę. Nie ukrywam, ten gest mnie trochę przeraził. Nie wiem co planował ale będę się miała na baczności. – Idziemy. – Złapał mnie za nadgarstek, a następnie zaczął ciągnąć w ciemniejsze miejsce.
Uległam. W końcu nie znałam celu naszego spotkania, więc nie było sensu kapryśnie się buntować. Ten okres dzieciństwa mam już za sobą.
Ku mojemu zdziwieniu przeskoczył zwinny ruchem przez postawiony szlaban.
- Sasuke my możemy tu być o tej godzinie? – spytałam, niepewnie stając przed przeszkodą. Puścił moją rękę, a ja poczułam, jak zabrał ze sobą to cudowne uczucie. Przecież nie przeskoczyłby ciągnąc mnie . Straciłabym wszystkie zęby. Dziewczyno myśl racjonalnie.
- Czym się martwisz? Wszystko już załatwiłem. – Naburmuszył policzki. Wyglądał zabawnie. Wyciągnął do mnie swoją dużą męską dłoń. Mój oddech z sekundy na sekundę przyśpieszał. Z lekką obawą pochwyciłam ją. Zacisnęła się i delikatnie zaczęła pomagać mi wdrapać się na blokadę. Czułam jakbym popełniała jakieś srogie przestępstwo. Jakbym pomagała mu we włamaniu.
- Ale nic nie ukradniemy, prawda ? – Wolałam się upewnić, choć sądząc po jego zdziwionym i głupkowatym spojrzeniu musiało to zabrzmieć dość irracjonalnie.
Otworzył szare metalowe drzwi. Skoro nie były zamknięte, to chyba nie jest włamanie? Pocieszałam się w myślach. Może to był jego budynek ? A może ktoś mu pomagał nie zostawiać śladów ?! Sakura… Jesteś naprawdę głupiutka.
Droga była dość długa i męcząca, z racji, że poruszaliśmy się w zupełnych ciemnościach.  Nie pomylę się jeśli powiem, że pokonaliśmy przy tym chyba z trzysta schodków. Właściwie kto by liczył ! Przestałam przy pierwszej setce!. To chyba było jakieś wyjście awaryjne. Mijając już ostatnich schodek żałowałam, że nie mogliśmy pojechać windą. Ale kto zostawia włamywaczom włączony prąd w budynku.. A niech mają trudniej !
Kolejne szare drzwi okazały się być otwarte i nagle uderzyło we mnie świeże i jednocześnie chłodne powietrze. Moje włosy powiewały w każdy możliwy kierunek. Z każdym krokiem coraz chaotyczniej. Widok zapierał dech w piersi. To był dach. Naprawdę. W tym momencie byłam onieśmielona widokiem dachu. Prostego, bez żadnych magicznych kolorowych drzew, basenu czy mini golfa. Szary, klasyczny, nie szczególny. Jednak cała otoczka, która była wokół niego uczyniła tę chwilę niezapomnianą.
Miliony gwiazd mieniły się na czystym, granatowym niebie. Jedne większe, drugie mniejsze. Bardziej migoczące lub tylko delikatnie. Każda była inna i dla każdej chciałam poświęcić choć chwilkę.
- Jesteś tu jeszcze ze mną? – zapytał widocznie rozbawiony. Miał dziś naprawdę dobry humor. Ciekawe czy coś się wydarzyło, że potrafi być taki „normalny".
- Tak – odpowiedziałam, odwracając na niego wzrok. Rozejrzałam się przez moment. Siedział na rozłożonym kocu. Miał to wszystko zaplanowane? Nie widziałam, żeby niósł go ze sobą. Zaczyna mnie naprawdę zaskakiwać. Siedział z lekko podkulonymi nogami obserwując niebo. Wyglądał bosko na tle tych wszystkich gwiazd.
Usiadłam w ciszy obok. Nie chciałam zepsuć tego momentu. Poczułam, jak kątem oka zaczyna na mnie zerkać. Odwróciłam wzrok.
 – CO ? – zapytałam zdziwiona.
– Chcesz szampana? – Sięgał po butelkę stojącą obok w metalowym „wiaderku" z lodem.
- Przyjechałam samochodem. – Odmówiłam, machając przecząco dłońmi.
 – Ja też jestem autem. – Zupełnie dla mnie niezrozumiale, napełniał kieliszki. Przecież przed chwilą sam powiedział, że będzie kierował pojazdem. Skrzywiłam się na myśl, że mógłby być typem faceta, który za nic ma bezpieczeństwo innych.
– To tylko Piccolo. - Podał mi kieliszek, znów spoglądając na mnie jakby to było tak oczywiste. Zaczerwieniłam się z własnej głupoty. Ale kto mógł to wiedzieć ! Odebrałam szkło, wychylając lampkę truskawkowego szampana. Zrobiłam to tak szybko, jakbym chciała alkoholem zapić swoje zażenowanie. Oczywiście tylko udając, że to prawdziwy alkohol. Podobno, można sobie wmówić stan upojenia.
- Nie tak szybko, bo będę musiał zanieść Cię do domu. – Pouczył mnie z udawanym szokiem.. Zaśmiałam się. To chyba pierwszy raz kiedy się przy nim śmiałam. Był dziś taki inny. Na swój sposób, nawet uroczy.
Kolejny podmuch wiatru rozwiał moje włosy, a całe ciało ogarnął lekki chłód. Gdyby to były prawdziwe % na pewno nie miałabym tego problemu. Przycisnęłam do siebie szczelniej cienką katanę.
- Jesteś taka irytująca. – Usłyszałam ten jego chłodny ton i w jednej chwili czułam, jakby cały ten urokliwy czar prysł. Spuściłam głowę między kolana próbując zakryć smutek.         – Chodź – Znów pociągnąć mój nadgarstek tym razem używając więcej siły. Syknęłam z bólu. Nie był to najdelikatniejszy gest.
Czułam jego ciepły drażniący oddech na swoim karku. Jego męskie ciało przylegało do moich pleców. Siedziałam teraz między jego nogami szczelnie zablokowana ramionami Uchihy. Nie mogę kłamać, w jednej chwili zrobiło mi się gorąco! Teraz nie był mi na pewno potrzebny alkohol. Upijałam się jego zapachem.
– Dlaczego to robisz? – Wyszeptałam, jakby sama do siebie nie chcąc poznać odpowiedzi. Z drugiej strony jednak wystarczająco głośno, by mógł to usłyszeć.
– Nie mogę patrzeć jak moja piękna wiosna marznie. – Moje mięśnie zaczynały się napinać. To chyba jedyny najpiękniejszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszałam. Mój były chłopak nie potrafił nigdy się zebrać nawet na proste „ ładnie dziś wyglądasz".
Niespodziewanie łza spłynęła po moim policzku. Jego głowa ciężko oparła się na moim ramieniu.
– Powiedziałem coś nie tak ?

<<>> 

Właśnie zebrałem się w sobie i wyrzuciłem te zalegające w głowie słowa, a ona się rozpłakała ?! Jestem idiotą. Oparłem głowę na jej ramieniu w geście zażenowania.
- Po prostu. – wyszeptała. - Dziękuję
Za co ona mi dziękuje ? Jeszcze nic szczególnego nie zrobiłem. Mimo wszystko jakaś część mnie napawała się niezrozumiałą dumą i radością. Czy właśnie to uczucie chciałem czuć spotykając się z nią? Chcę odkrywać te nowe emocje.
Złożyłem ciepły pocałunek na jej szyi. Moje włosy chyba lekko ją drażniły, ponieważ jej ciało przeszły dziwne dreszcze. Jeszcze nie próbowała stawiać oporu, więc to dobry znak.         Zszedłem z pocałunkami na jej obojczyk. Czułem, jak jej ciało zaczyna się napinać. Dlaczego? Przecież ją całowałem. Już ją dotykałem. To nie pierwszy raz..
– Uchi..ha. – Mamrotała pod nosem. Zignorowałem to. Bardziej chciałem tego nie słyszeć. Zacisnąłem swoje dłonie na jej tali przyciskając ją jeszcze bliżej siebie, jeśli było to jeszcze możliwe. – Przestań, proszę. – Położyła swoją dłoń na mojej, powstrzymując moje dalsze poczynania.
– Przecież też tego chcesz. – Lekko się zirytowałem.
- Ale… to za szybko. Ja nie znam Cię jeszcze najlepiej. – Spuściła głowę. Odetchnąłem ciężko. To naprawdę upierdliwa i pociągająca kobieta. Opróżniłem lampkę szampana, a następnie odstawiając kieliszek,  odwróciłem ją zwinnym ruchem tak, że mogłem bez problemu zaglądać w jej szmaragdowe tęczówki.
– Więc słuchaj uważnie, bo nie będę się powtarzał. – Zdziwiona wpatrywała się we mnie jak w obrazek.
– Codziennie pije dwie kawy;  jedną rano o siódmej a drugą o szesnastej. Pije z mlekiem ale nie słodzę. Nie lubię słodkiego. Nie mam zbyt wiele czasu, ale jak już go mam chodzę na basen, biegam, oglądam horrory i filmy kryminalne. Nie lubię zwierząt i hałaśliwych sąsiadów. Lubię proste i łatwe rozwiązania. Inaczej to tylko zbędne marnowanie energii. Drażnią mnie natrętne, nie szanujące się kobiety. Moim najlepszym przyjacielem jest Naruto. Często irytuje mnie jego zachowanie ale jest do wytrzymania. Lubię jeść taco. Biorę tylko chłodne prysznice i preferuje dres od garnituru. Nie tańczę. Nie śpiewam. Ogólnie zwykle jestem na nie. - Klepałem jak nakręcony, a moje myśli były kompletnie rozrzucone.
Pierwszy raz odkryłem część swoich kart. Wpatrywała się we mnie stanowczym wzrokiem, jakby analizując każde moje słowo.
– Do tego jesteś mądry, przystojny i kreatywny – dodała po chwili.
Czułem ciepło przepływające przez moje ciało i to już nie tylko z pożądania tej kobiety.
- Teraz czuję, jakbym znała cię całe życie. – Zaśmiała się. Miała taki cudowny perlisty śmiech. O czym ja myślę.. Złapałem rękami jej biodra podnosząc ją tak, że teraz leżała na mnie. Chyba nie było jej już zimno, bo swoim gorącym oddechem muskała część mojej nagiej skóry.
– Pytanie czy zadanie ? – zapytałem, analizując ją swoimi czarnymi tęczówkami.
- Dziś chcę zadanie. – Uśmiechnęła się kusząco. Ooo tak. To będzie przyjemne. Nachyliłem się nad jej uchem lekko przygryzając małżowinę.
– W takim razie... Wypowiedz moje imię w taki sposób, w jaki zwróciła byś się ostatni raz do swojego najlepszego kochanka. – Chyba wprawiłem ją w szok, ponieważ tylko nerwowo się poruszyła. Przyglądała mi się przez moment. Jakby myślała w jaki sposób chce to zrobić. Nie mogłem się doczekać.
Przejechała dłonią po swoich różowych rozczochranych włosach. Przygryzła delikatnie dolną wargę. Boże. Jak ona kusząco wyglądała. Rozchyliła delikatnie swoje usta zapraszając mnie do wspólnego tańca. Jej wzrok jakby za mgłą przeszywał mnie całego.
- Sa..su..ke – kun – wypowiedziała powoli moje imię. Z każdą kolejną chwilą moje ciało zaczynało się bardziej napinać. Nie wytrzymam. Powiedziała to w tak seksowny, a zarazem czuły i delikatny sposób. Była idealna. Zaplątałem dłoń w jej włosy przybliżając twarz. Nie potrafię się już wstrzymywać. Ta kobieta kompletnie mnie rozbroiła. Oddawała zachłannie każdy mój pocałunek. Czułem, że pragnie tego samego co ja.
Swoimi delikatnymi palcami bawiła się sznurkiem w moim dresie, a ja w tym momencie wsunąłem swoje zachłanne dłonie pod materiał jej koszulki. Ścisnąłem pierś wciąż skrywana pod materiałem stanika.
W moich bokserkach brakowało już miejsca. Obsunąłem spodnie, by móc dać upust swoim potrzebom. Nie odrywała ode mnie ust, zachłannie smakując każdego kawałka. Oszalałem. Musiałem natychmiast ją poczuć.
Rozpiąłem guzik jej jeansów, a  następnie osunąłem je na dół. Ta koronkowa bielizna zrobiła swoje. Odwróciłem ją przerzucając tym razem pod siebie. Jej mina była zabawna. Lekko zirytowana, że przerwałem nasze pocałunki. Naburmuszyła policzki. Chyba nie lubiła, gdy mężczyzna nad nią górował. No cóż. Tutaj ja mam ostatnie słowo. Taki już mam charakter.
Pozbyłem się resztek naszej bielizny. Nie chcąc kazać nam dłużej czekać wsunąłem się w nią płynnym ruchem. Jej twarz całkowicie się rozluźniła, a złość zastąpiło uczucie błogości. Odchyliła delikatnie głowę w tył. Całowałem ją po szyi schodząc wzdłuż piersi, jednocześnie poruszając się coraz szybciej. Słyszałem jak zaczynała cicho pojękiwać z rozkoszy. Doskonale ją rozumiałem. Sam nie potrafiłem opanować swojego oddechu, zaczynając oddychać coraz płycej i ciężej.
Kątem oka zauważyłem, że chyba za mocno ją przycisnąłem ponieważ jej lewe ramie osunęło się z koca pocierając o szorstki betonowy dach. Można było dostrzec już spore zaczerwienienie. Zatrzymałem na moment swoje ruchy, by przyciągnąć ją bliżej siebie, podsuwając skrawek koca.
- Nie przestawaj Sasuke-kun – Te słowa obijały się echem w mojej głowie. Była niesamowicie napalona. Nawet nie czuła bólu. Działała na mnie jak płachta na byka.
Znów zacząłem się poruszać, przyciskając jej biodra do siebie. Dzięki temu pogłębiłem pchnięcia. Słyszałem jej płytki oddech, a następnie z jej ust wydobył się przeciągły jęk.
Czułem, że sam jestem już na skraju wytrzymałości. Wolną ręką wbiłem palce w koc ostatecznie wypełniając wnętrze swojej kochanki. Opadłem obok jej ciała. Nasze oddechy były nierównomierne, a serce biło jak szalone.
- Byłaś cudowna – wyszeptałem, odwracając w jej kierunku twarz. Wyglądała na taką spokojną ... i szczęśliwą. Zapanowała chwila ciszy, a nasz wzrok padł znów na gwiazdy.
Podglądały nas cały czas oświetlając swoim blaskiem.
– Więc jednak byłeś tym zboczeńcem z parkingu, – Zaśmiała się patrząc mi w oczy.
– A ty jesteś alkoholiczką. – Nie byłem jej dłużny. – Jutro nie będziesz nic pamiętać – rzekłem po chwili. Odwróciła wzrok na pustą butelkę po Piccolo.
– Będę miała truskawkowego kaca. – Znów się zaśmiała, by po chwili spoważnieć – nie chcę zapomnieć.
Odwróciła się profilem w moim kierunku, podpierając głowę na dłoni. Co miałem jej odpowiedzieć? To co się dziś zdarzyło było inne niż wszystko co przeżyłem do tej pory, ale przecież nie mogliśmy wstać jutro rano i nagle zacząć zachowywać się jak para zakochanych. Nie odpowiedziałem nic. Wpatrywałem się dalej w niebo.
- Pytanie czy zadanie? – Usłyszałem.
– Pytanie.
– Jak wiele kobiet tu przyprowadziłeś? – zapytała, nie racząc mnie swoim spojrzeniem.
– Teraz będzie już jedna. – Szczerze odpowiedziałem. Lustrowała mnie wzrokiem.
- Jesteś naprawdę niesamowita, widziałem, że Ci się podobało co robiliśmy. Dlaczego nie chciałabyś częściej? – Odważyłem się, by to powiedzieć. Rozszerzyła zdziwiona oczy. Chyba nie oczekiwała takiego zwrotu wydarzeń.
– Dobrze wiesz, że nie możemy się ze sobą pokazywać. – wydukałem. Paparacci to hieny. Dobrze znałem siebie i też wiedziałem, że media potrafią w łatwy sposób dojść z kim sypiałem. Też nie kryłem się z tym nigdy. Nie interesowało mnie ich zdanie i artykuły na ten temat. Ale Sakura była inna. Nie chciałbym jej kiedyś wmieszać w niemiłą sytuację. Dlatego twierdziłem, że spotykanie się po kryjomu będzie dużo lepszym rozwiązaniem. Nie chce o niej zapomnieć.
Długo nie dawała znaku życia. Zaczynałem się zastanawiać, czy ona tu jeszcze ze mną jest.
- Nie chcę, żebyś spała z innymi facetami. Ja będę zaspokajał Twoje potrzeby, a ty moje. Będę widywał się tylko z Tobą. Przecież jest nam dobrze razem w łóżku. – Próbowałem jakoś zmusić ją do otworzenia tych swoich malinowych ust.
Nie spodziewałem się tego. Po jej policzkach spłynęły łzy. Byłem głupi, że przez myśl mogła mi przelecieć idea, że może się zgodzi. Mogła pomyśleć, że jest dla mnie zabawką na zawołanie.
– Daj mi czas Sasuke. – W końcu się odezwała, podnosząc na równe nogi. – Jest późno, chcę wrócić do domu. – Przetarła mokre od płaczu policzki. Idiota. Ładnie Cię spławiła. Jutro już pewnie zupełnie zniknie i zacznie Cię unikać.
Odprowadziłem ją na dół. Złożyłem na jej ustach ostatni pocałunek, którego już nie oddała. Stała tylko spokojnie spoglądając na mnie swoimi szmaragdowymi tęczówkami. Czułem jakby to było nasze pożegnanie.



________________________________________________________
Mam nadzieje, że post jest przyjemny w czytaniu. Jak zwykle zachęcam do komentowania! Ciekawe co postanowi Sakura ? Ja dobrze wiem, a wy ? hihihi



1 komentarz:

  1. No yyyyyy nie zgadzam się na kończenie w takim momencie! Co z tego, że przede mną jeszcze sporo rozdziałów, tak się nie robi!
    A tak na poważnie to znów mnie zaczarowałaś, nie mogłam ani na chwilę oderwać się od czytania. Wszystkie ich emocje kręciły się wokół mnie, czułam, że jestem wraz z nimi na dachu i dziele każdy moment!
    ~ Kropcia

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy

© Agata | WS
x x x x x x x.