Nowy rozdział - 0 %
Korekta -

/watch?v=u25oiVLDMBs'}]}" >

poniedziałek, 5 czerwca 2017

05. Gwieździste niebo

Gorące dni w Tokio upływały w zawrotnym tempie. Praca pochłonęła mnie doszczętnie. A może sama dałam się jej pochłonąć by nie myśleć tylko o nim. Choć pytania, które kierowała co chwilę Ino w moim kierunku nie dawały mi zapomnieć. Chciała znać postępy w mojej sytuacji. Ale w jakiej sytuacji. Czy miałam odwagę przyznać przed przyjaciółką, że od naszego ostatniego dziwnego pocałunku 3 dni temu nie widziałam się z nim ani razu? Nie chciałam się pierwsza odezwać. A może bałam się, że nie podniesie słuchawki gdy zobaczy mój numer telefonu. Albo, że zostanę spławiona i wyśmiana. On też widocznie nie czuł potrzeby kontaktowania się ze mną. Odetchnęłam ciężko opierając się czołem o blat biurka. – Głowa mi od tego wybuchnie – pomyślałam opuszczając bezwładnie ręce. Do moich uszu dobiegł dźwięk telefonu w mojej torebce. – Kto znowu .. – rozdrażniona przetrzepałam jej zawartość w poszukiwaniu urządzenia. – Ino ? – spojrzałam na wyświetlacz zdziwiona. Wcisnęłam zieloną słuchawkę. Nie zdążyłam wypowiedzieć ani słowa ponieważ głos po drugiej stronie zaczął niczym nakręcona katarynka. – Cześć Sakura ! Nie przeszkadzam Ci ? Słuchaj mam do Ciebie ogromną prośbę. Mojej kwiaciarce przyśpieszył się termin porodu i leży w szpitalu a ja zostałam z tym wszystkim sama. – Ale powiedz o co chodzi – wtrąciłam się jej w zdanie. – Strojenie na tą imprezę charytatywną pojutrze. Kompletnie zapomniałam. Oparłam się wygodniej w fotelu zastanawiając się przez moment. Chwila ciszy nie trwała długo. – Sakura? Jesteś tam ? – pytała podenerwowana przyjaciółka. – Tak, jestem. Pewnie, że ci pomogę. Zrobię sobie przerwę od tych papierków. Kiedy ? – spytałam. – Przyjadę po ciebie jutro z samego rana – poczym usłyszałam jak odetchnęła z ulgą, a następnie dziękując mi rozłączyła się.
__________________
Przeczesując włosy w lustrze dopiąłem guzik koszuli. Zasiadłem w swoim obrotowym fotelu. Dochodziło już późne popołudnie. Zaglądałem jak powoli słońce kierowało się ku zachodowi. Pomyślałem o różowowłosej. Właściwie myślałem o niej cały czas, mimo, że nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Ona sama nigdy o niego nie zabiegała, tak było i teraz. A on ? Dlaczego się nie odezwałem, chociaż nie raz wykręcałem jej numer w telefonie. Za każdym razem jednak nie wciskałem zielonego guzika. Chciałem się nad tym wszystkim zastanowić. Nad relacjami jakie zaczynają nas łączyć. A raczej moimi dziwnymi delikatnymi zachowaniami. Czułem, że wymiękam i staje się słaby. Nie mogłem sobie na to pozwolić. Muszę postawić sprawę jasno.
Wybiło mnie pukanie do drzwi. Nie otworzyły się bez pozwolenia, dlatego mogłem wykluczyć Naruto lub Shikamaru. Czy to znowu Karin ? Nie miałem ochoty na jej kolejne zaloty. Oo.. Znowu skucha. Odrzucam łatwą zdobycz, ponieważ wiem, że nie może się równać z Sakurą. Jak bardzo zaczyna mi odbijać.
- Wejść – powiedziałem beznamiętnie. To nie była Karin, a mój przyjaciel Sai. Byliśmy już właściwie partnerami, więc powinienem przyzwyczaić się na nowo do jego towarzystwa.
- Czegoś Ci trzeba ? – zapytałem zaciekawiony. – Chciałbym prosić Cię jutro o pomoc. Moja narzeczona z dziewczynami będzie stroić salę na tą charytatywną imprezę. Nie może nosić tyle ciężkich rzeczy, dlatego obiecałem, że przywiozę jej wszystkie kwiaty. Nie wiedziałem, że będzie tego tak dużo. Nie zmieszczę ich do jednego samochodu. – skrępowany podrapał się po głowie ze zmieszanym uśmiechem. Wyglądał, jakby trochę bał się mnie prosić o pomoc. Czy ja naprawdę jestem taki gburem ?
- Zostaw mi adres i godzinę – odparłem udając, że czytam coś ważnego na monitorze. Tak naprawdę, tworzyłem tylko myszką różnej wielkości kwadraty, aby tylko nie dojrzał mojego skrępowania. Nie jestem przyzwyczajony do takich sytuacji i nie wiem jak się w nich zachować. Położył we mnie zaufanie, przecież nie mogłem go zawieść.
Jeszcze raz mi podziękował co strasznie przeciągało chwilę, poczym opuścił pomieszczenie z szerokim uśmiechem. Czy on zawsze był taki zadowolony i pełny życia ? Jeszcze trochę i ludzie zaczną mylić go z Naruto. Co te kobiety z nami robią ... Z ciężkim oddechem opadłem na oparcie fotela. Swoją drogą, myślę, że to już czas..
__________________
Przeglądałam swoją szafę w poszukiwaniu praktycznych i wygodnych ubrań na jutro. Ostatecznie nie mogły być zbyt eleganckie jeśli będę musiała wejść na drabinę opięte jeansy mogą być sporym utrudnieniem. Zapowiada się ciepły dzień, jednak sukienka to równie zły pomysł. Przecież nie mam zamiaru świecić majtkami przy każdym pochyleniu.
Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk sms'a.
„O 22 na parkingu przy West Street".
Trzęsącą się dłonią trzymałam telefon wpatrując się w wiadomość. Czytałam ją już czwarty raz z rzędu nie mogą uwierzyć. Tak długo nie mieliśmy kontaktu, a on zachowuje się jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółmi i umawiali się właśnie na kawę. Cholerny Uchiha. Ta jego bezpośredniość i władczość doprowadzi mnie do szału. Kąciki ust jednak delikatnie uniosły się do góry. W jednej chwili znów znalazłam się przy garderobie. – Zmiana planów ! Co ja włożę dziś na siebie ?!
__________________
Chłodny wiatr delikatnie powiewał wywołując na moim ciele gęsią skórkę. Założyłam ręce na piersi przyciskając do siebie bliżej jeansową kurtkę. O tej godzinie jednak nie jest już tak przyjemnie. Stałam na parkingu całkiem sama. Nie było nawet samochodów. Czułam się jak wystawiona na pastwę złodzieja czy może nawet porywacza!
To było głupie, że zdecydowałam się przyjść. Przecież nawet dobrze nie znam osoby z którą zamierzam się spotkać. Te parę tygodni nie dawało mu jeszcze miana mojego przyjaciela. Właściwie nie wiedziałam, kim on naprawdę dla mnie był. Raz zachowywał się jakby znał mnie od lat, a czasami jakby był zupełnie obcy. Ciężko mi go rozgryźć. Może właśnie dlatego stoję tu właśnie odrobinę wystraszona, słysząca tylko świst i swoje przyspieszone bicie serca.
- Nie sądziłem, że przyjdziesz. Nie boisz się ? Mógłbym być napastnikiem – wyszeptał głos za mną. Odwróciłam się. Dobrze znałam ten głos. Spojrzałam w jego zaciekawione czarne tęczówki. Nie był ubrany jak zwykle w swoje eleganckie ubrania. Miał na sobie luźne spodnie dresowe delikatnie zwężane przy kostkach. Zamiast gustownych drogich butów stał w białych Nike'ach, a czarny top przykrywała sportowa bluza.
Wprawdzie sama się nie wystroiłam, ale czuje się głupio. Potraktował to jak luźne spotkanie, a ja wyglądam idiotycznie. Ale, przecież widział mnie już w dresie. To był czas na coś innego.
- Pięknie wyglądasz – uśmiechnął się w ten swój zawadiacki sposób spokojnie oblizując wargę. Nie ukrywam, ten gest mnie trochę przeraził. Nie wiem co planował ale będę się miała na baczności. – Idziemy – złapał mnie za nadgarstek ciągnąć w ciemniejsze miejsce.
Uległam. W końcu nie znałam celu naszego spotkania więc dlaczego miałam kapryśnie się buntować. Ten okres dzieciństwa mam już za sobą. Ale zaraz. Ku mojemu zdziwieniu przeskoczył zwinny ruchem przez opuszczone bramki.
- Sasuke my możemy tu być o tej godzinie ? – zapytałam niepewnie stając przed przeszkodą. Puścił moją rękę. Poczułam jak zabrał ze sobą całe ciepło. Przecież nie przeskoczyłby ciągnąc mnie. Straciłabym wszystkie zęby. Dziewczyno myśl racjonalnie.
- Czym się martwisz? Wszystko już załatwiłem – naburmuszył policzki. Wyglądał zabawnie. Wyciągnął do mnie swoją dużą męską dłoń. Mój oddech z sekundy na sekundę przyśpieszał. Z lekką obawą pochwyciłam ją. Zacisnęła się i delikatnie zaczęła pomagać mi wdrapać się na blokadę. Czułam jakbym popełniała jakieś srogie przestępstwo. Jakbym pomagała mu we włamaniu.
- Ale nic nie ukradniemy, prawda ? – wolałam się upewnić choć sądząc po jego zdziwionym i głupkowatym spojrzeniu musiało to zabrzmieć dość nieracjonalnie. Nic nie powiedział, jego wzrok wyczerpał odpowiedź.
Otworzył szare metalowe drzwi. Otwarte ? To przecież chyba nie włamanie co ? Pocieszałam się w myślach. Może to był jego budynek ? A może ktoś mu pomagał nie zostawiać śladów ?!
Ogarnij się Sakura! Jesteś naprawdę głupiutka.
Przeprawa była męczarnią. Nie pomylę się jeśli powiem, że pokonaliśmy chyba z 300 schodków. Właściwie kto by liczył ! Przestałam przy pierwszej setce!. To chyba było jakieś wyjście awaryjne. Mijając już ostatnich schodek żałowałam, że nie mogliśmy pojechać windą. Ale kto zostawia włamywaczom włączony prąd w budynku.. A niech mają trudniej !
Kolejne szare drzwi okazały się być otwarte i nagle uderzyło we mnie świeże i jednocześnie chłodne powietrze. Moje włosy powiewały w każdy możliwy kierunek. Z każdym krokiem coraz chaotyczniej. Widok zapierał dech w piersi. To był dach. Naprawdę. W tym momencie byłam onieśmielona widokiem dachu. Prostego bez żadnych magicznych kolorowych drzew, basenu czy mini golfa. Szary, klasyczny, nie szczególny.
Jednak cała otoczka, która była wokół niego sprawiała tą chwilę niezapomnianą.
Milion gwiazd mieniło się na czystym ciemnym niebie. Jedne większe, drugie mniejsze. Bardziej migoczące lub tylko delikatnie. Każda była inna i dla każdej chciałam poświęcić choć chwilkę.
- Jesteś tu jeszcze ze mną ? – zapytał widocznie rozbawiony. Miał dziś naprawdę dobry humor. Ciekawe czy coś się wydarzyło, że potrafi być taki „normalny".
- T.aak – odpowiedziałam zwracając na niego wzrok. Rozejrzałam się przez moment. Siedział na rozłożonym kocu. Miał to wszystko zaplanowane ? Nie widziałam, że niósł go ze sobą. Zaczyna mnie naprawdę zaskakiwać. Siedział z lekko podkulonymi nogami obserwując niebo. Wyglądał zupełnie jak ja przed chwilą.
Usiadłam w ciszy obok. Nie chciałam zepsuć tego momentu. Poczułam jak kątem oka zaczyna na mnie zerkać. Odwróciłam wzrok. – CO ? – zapytałam zdziwiona. – Chcesz szampana ? – sięgał po butelkę stojącą obok w metalowym „wiaderku" z lodem.
- Ja.. przyjechałam samochodem – odmówiłam. – Ja też jestem autem – odrzekł napełniając kieliszki. – To tylko Piccolo - podał mi naczynie znów spoglądając na mnie jakby to było tak oczywiste. Zaczerwieniłam się z własnej głupoty. Ale kto mógł to wiedzieć ! Odebrałam szkło wychylając lampkę truskawkowego szampana. Zrobiłam to tak szybko, jakbym chciała alkoholem zapić swoje zażenowanie. Tylko udając, że to prawdziwy alkohol. Ale podobno, można sobie wmówić stan upojenia.
- Nie tak szybko, bo będę musiał zanieść Cię do domu – odparł w udawanym szoku. Zaśmiałam się. To chyba pierwszy raz kiedy się przy nim śmiałam. Był dziś taki inny. Na swój sposób, nawet uroczy.
Kolejny podmuch wiatru wmieszał się w moje włosy, a całe moje ciało ogarnął chłód. Gdyby to były prawdziwe % na pewno nie miałabym tego problemu. Przycisnęłam do siebie szczelniej cienką katanę.
- Jesteś taka irytująca – usłyszałam ten jego chłodny ton. Czułam jakby czar prysł. Spuściłam głowę między kolana próbując zakryć smutek. – Chodź – znów pociągnąć mój nadgarstek tym razem używając więcej siły. Syknęłam. Nie był to najdelikatniejszy gest.
Czułam jego ciepły drażniący oddech na swoim karku. Jego męskie ciało przylegało do moich pleców. Siedziałam teraz między jego nogami szczelnie zablokowana ramionami Uchihy. Nie mogę kłamać, w jednej chwili zrobiło mi się gorąco! Teraz nie był mi na pewno potrzebny alkohol.
Upijałam się jego zapachem. – Dlaczego to robisz – wyszeptałam jakby sama do siebie nie chcąc słyszeć odpowiedzi. Z drugiej strony jednak dość słyszalnie. – Nie mogę patrzeć jak moja piękna wiosna marznie – na te słowa zesztywniałam. To chyba jedyny najpiękniejszy komplement jaki kiedykolwiek usłyszałam. Mój były chłopak nie potrafił nigdy się zebrać nawet na proste „ ładnie dziś wyglądasz".
Niespodziewanie łza spłynęła po moim policzku. Jego głowa ciężko oparła się na moim ramieniu. – Powiedziałem coś nie tak ? ....
__________________
Właśnie zebrałem się w sobie. Wykrztusiłem te zalegające w moim gardle słowa, a ona się rozpłakała ?! Jestem idiotą. Oparłem głowę na jej ramieniu w geście zażenowania.
- Po prostu ... dziękuję – wyszeptała. Za co ona mi dziękuje ? Jeszcze nic szczególnego nie zrobiłem. Mimo wszystko czułem w głębi radość. Czy właśnie o uczucie chciałem czuć spotykając się z nią ? Chcę odkrywać te nowe emocje.
Złożyłem ciepły pocałunek na jej szyi. Moje włosy chyba lekko ją smyrały, ponieważ jej ciało przeszły dziwne dreszcze. Jeszcze mi się nie wywinęła, więc to dobry znak. Zszedłem z pocałunkami na jej obojczyk. Czułem jak jej ciało zaczyna się napinać. Dlaczego? Przecież ją całowałem. Już ją dotykałem. To nie pierwszy raz.. – Uchi..ha – mamrotała pod nosem. Zignorowałem to. Bardziej chciałem tego nie słyszeć. Zacisnąłem swoje dłonie na jej tali przyciskając ją jeszcze bliżej siebie, jeśli w ogóle się dało jeszcze bardziej. – Przestań, proszę.. – położyła swoją dłoń na mojej.
Zatrzymałem pocałunki. – Przecież też tego chcesz – powiedziałem lekko zirytowany.
- Ale .. to za szybko. Ja nie znam Cię jeszcze najlepiej – spuściła głowę. Odetchnąłem ciężko. To naprawdę upierdliwa i pociągająca kobieta. Opróżniłem lampkę szampana poczym odwróciłem ją zwinnym ruchem tak, że mogłem bez problemu zaglądać w jej szmaragdowe tęczówki. – Więc słuchaj uważnie, bo nie będę się powtarzał – zdziwiona wpatrywała się we mnie jak w obraz.
– Codziennie pije dwie kawy jedną rano o 7 a drugą o 16. Pije z mlekiem ale nie słodzę. Nie lubię słodkiego. Nie mam zbyt wiele czasu, ale jak już go mam chodzę na basen, biegam i oglądam horrory i filmy kryminalne. Nie lubię zwierząt i hałaśliwych sąsiadów. Lubie proste i łatwe rozwiązania. Inaczej to tylko zbędne marnowanie energii. Drażnią mnie klejące się maślane, nie szanujące się kobiety. Moim najlepszym przyjacielem jest Naruto. Często irytuje mnie jego zachowanie ale jest do wytrzymania. Lubie jeść taco. Biorę tylko chłodne prysznice i preferuje dres od garnituru. Nie tańczę. Nie śpiewam. Ogólnie zwykle jestem na nie.
Klepałem jak katarynka. Zmiksowała mi kompletnie myśli. Pierwszy raz odkryłem część swoich kart. Wpatrywała się we mnie stanowczym wzrokiem jakby analizując każde moje słowo. – Do tego jesteś mądry, przystojny i kreatywny. – dodała po chwili.
Czułem ciepło przepływające przez moje ciało i to już nie tylko z pożądania tej kobiety.
- Teraz czuję, jakbym znała cię całe swoje życie – zaśmiała się. Miała taki cudowny perlisty śmiech. O czym ja myślę.. Złapałem rękami jej biodra podnosząc tak, że teraz leżała na mnie. Chyba nie było jej już zimno, bo swoim gorącym oddechem muskała część mojej nagiej skóry. – Pytanie czy zadanie ? – zapytałem penetrując ją swoimi czarnymi tęczówkami.
- Dziś chcę zadanie – uśmiechnęła się kusząco. Ooo tak. To będzie przyjemne. Nachyliłem się nad jej uchem lekko przygryzając małżowinę. – W takim razie... Wypowiedz moje imię w taki sposób, w jaki zwróciła byś się ostatni raz do swojego najlepszego kochanka. – chyba wprawiłem ją w szok, ponieważ tylko nerwowo się poruszyła. Przyglądała mi się przez moment. Jakby myślała w jaki sposób chce to zrobić. Nie mogłem się doczekać.
Przejechała dłonią po swoich różowych rozczochranych włosach. Przygryzła delikatnie wargę. Boże. Jak ona kusząco wyglądała. Rozchylił delikatnie swoje usta. Jej wzrok jakby za mgłą przeszywał mnie całego.
- Sa..su..ke – kun – wypowiedziała powoli moje imię. Z każdą kolejną chwilą moje ciało zaczynało się bardziej napinać. Nie wytrzymam. Powiedziała to w tak seksowny, a zarazem czuły i delikatny sposób. Była idealna. Zaplątałem dłoń w jej włosy przybliżając twarz. Nie potrafię się już wstrzymywać. Ta kobieta kompletnie mnie rozbroiła. Oddawała zachłannie każdy mój pocałunek. Czułem, że pragnie tego samego co ja.
Swoimi delikatnymi palcami bawiła się skrawkiem gumy materiału w dresie, a ja w tym momencie wsunąłem swoje zachłanne dłonie pod materiał jej koszulki. Ścisnąłem pierś zabezpieczoną jeszcze w osłonce zwanej stanikiem.
W moich bokserkach brakowało już miejsca. Obsunąłem spodnie by móc odetchnąć. Nie odrywała ode mnie ust delikatnie przygryzając moją dolną wargę. Świrowałem. Musiałem natychmiast ją poczuć.
Rozpiąłem guzik jej jeansów poczym osunąłem je na dół. Ta koronkowa bielizna zrobiła swoje. Odwróciłem ją przerzucając tym razem pod siebie. Jej mina była zabawna. Lekko zirytowana, że przerwałem nasze pocałunki. Naburmuszyła policzki. Chyba nie lubiła gdy mężczyzna nad nią górował. No cóż. Tutaj ja mam ostatnie słowo. Taki jest mój bojowy charakter.
Pozbyłem się resztek naszej bielizny. Nie chcąc kazać nam dłużej czekać wsunąłem się w nią płynnym ruchem. Jej twarz całkowicie się rozluźniła, a złość zastąpiło uczucie błogości. Odchyliła delikatnie głowę w tył. Całowałem ją po szyi schodząc wzdłuż piersi, jednocześnie poruszając się coraz szybciej. Słyszałem jak zaczynała cicho pojękiwać z rozkoszy. Oj.. Doskonale ją rozumiałem. Sam nie potrafiłem opanować swojego oddechu. Wprawdzie nie wydawałem z siebie głosów, jednak zacząłem ciężko oddychać. Zupełnie jakbym przebiegł przed chwilą 10 km.
Kątem oka zauważyłem, że chyba za mocno ją przycisnąłem ponieważ jej lewe ramie osunęło się z koca pocierając o szorstki betonowy dach. Można było dostrzec już spore zaczerwienienie. Zatrzymałem na moment swoje ruchy by przyciągnąć ją bliżej siebie następnie podsuwając skrawek koca.
- Nie przestawaj... Sasuke-kun – te słowa obijały mi się echem w głowie. Była niesamowicie napalona. Nawet nie czuła bólu. Działała na mnie jak płachta na byka.
Znów zaczałem się poruszać przyciskając jej biodra do siebie. Dzięki temu pogłębiłem pchnięcia. Słyszałem jej płytki oddech, a następnie z jej ust wydobył się przeciągły jęk.
Czułem, że sam jestem już na skraju wytrzymałości. Wolną ręką wbiłem palce w koc ostatecznie wypełniając wnętrze swojej kochanki. Opadłem obok jej ciała. Nasze oddechy były nierównomierna a serce biło jak szalone.
- Byłaś cudowna – wyszeptałem odwracając w jej kierunku twarz. Wyglądała na taką spokojną ... i szczęśliwą. Zapanowała chwila ciszy. Nasz wzrok padł znów na gwiazdy.
Podglądały nas cały czas oświetlając nas swoim blaskiem. – Więc jednak byłeś tym zboczeńcem z parkingu – zaśmiała się patrząc mi w oczy. – A ty jesteś alkoholiczką – oddałem zagrywkę. – Jutro nie będziesz nic pamiętać – rzekłem po chwili. Odwróciła wzrok na pustą flaszkę po Piccolo. – Będę miała truskawkowego kaca – znów się zaśmiała, by po chwili spoważnieć – nie chcę zapomnieć. – Odwróciła się profilem w moim kierunku podpierając głowę na dłoni. Co miałem jej odpowiedzieć ? To co się dziś zdarzyło było inne niż wszystko co przeżyłem do tej pory, ale przecież nie mogliśmy wstać jutro rano i nagle zacząć zachowywać się jak para zakochanych. Nie odpowiedziałem nic. Wpatrywałem się dalej w niebo.
-Pytanie czy zadanie – usłyszałem. – Pytanie .. – Jak wiele kobiet tu przyprowadziłeś ? – zapytała nie racząc mnie swoim spojrzeniem. – teraz będzie już jedna – szczerze odpowiedziałem. Lustrowała mnie wzrokiem.
- Jesteś naprawdę niesamowita, widziałem, że Ci się podobało co robiliśmy. Dlaczego nie chciałabyś częściej ? – odważyłem się by to powiedzieć. Rozszerzyła zdziwiona oczy. Chyba nie oczekiwała takiego zwrotu wydarzeń. – Dobrze wiesz, że nie możemy się ze sobą pokazywać. – wydukałem. Paparacci to hieny. Dobrze znałem siebie i też wiedziałem, że media potrafią w łatwy sposób dojść z kim sypiałem. Też nie kryłem się z tym nigdy. Nie interesowało mnie ich zdanie i artykuły na ten temat. Ale Sakura była inna. Nie chciałbym jej kiedyś wmieszać w niemiłą sytuację. Dlatego twierdziłem, że spotykanie się po kryjomu będzie dużo lepszym rozwiązaniem. Nie chce o niej zapomnieć. Długo nie dawała znaku życia. Zaczynałem się zastanawiać czy ona tu jeszcze ze mną jest.
- Nie chcę, żebyś spała z innymi facetami. Ja będę zaspokajał Twoje potrzeby, a ty moje. Będę widywał się tylko z Tobą. Przecież jest nam dobrze razem w łóżku. – próbowałem jakoś zmusić ją do otworzenia tych swoich malinowych ust.
Nie spodziewałem się tego. Po jej policzkach spłynęły łzy. Byłem głupi, że przez myśl mogła mi przelecieć idea, że może się zgodzi. Mogła pomyśleć, że jest dla mnie zabawką na zawołanie. – Daj mi czas Sasuke – w końcu się odezwała podnosząc na równe nogi. – Jest późno, chcę wrócić do domu – przetarła policzki. Idiota. Ładnie Cię spławiła. Jutro już pewnie zupełnie zniknie i zacznie Cię unikać.... Odprowadziłem ją na dół. Złożyłem na jej ustach pocałunek. Nie oddała go. Stała tylko spokojnie spoglądając tymi swoimi szmaragdowymi tęczówkami. Czułem jakby to był ostatni pocałunek ...
_____________________________
Mam nadzieje, że post jest przyjemny w czytaniu. Jak zwykle zachęcam do komentowania! Ciekawe co postanowi Sakura ? Ja dobrze wiem, a wy ? hihihi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy

© Agata | WS
x x x x x x x.