Nowy rozdział - 40 %
Korekta - 5/20


/watch?v=u25oiVLDMBs'}]}" >

piątek, 25 sierpnia 2017

20. Goździki i miłosne uniesienia

11 komentarzy:


Ten dzień nie mógł rozpocząć się jeszcze dziwniej. Pośpiesznie zmierzałam w stronę firmy Saia, zerkając zdenerwowana na zegarek. Spotkanie tej kobiety w sklepie kompletnie wybiło mnie z rytmu. Nienawidziłam się spóźniać, tym bardziej że Sasori wysłał mi alarmującego sms’a. Czekało mnie mnóstwo pracy, która powinna zostać zrobiona na wczoraj.
Praktycznie wbiegłam przez automatyczne drzwi frontowe, nie zważając czy zdążą się otworzyć nim uderzę w nie głową. Na szczęście oszczędziły mi tego nieprzyjemnego doznania, wyrabiając się w ostatnich sekundach. Przystanęłam zadowolona w korytarzu, gdy zegar wybił pełną godzinę. Złapałam głęboki oddech, starając się zaczerpnąć jak najwięcej powietrza. Po drodze przez cały ten pośpiech chyba zapomniałam oddychać.
Moją uwagę przykuł mężczyzna w firmowej bluzie kurierskiej. Odbierał podpis recepcjonistki, a następnie został skierowany w stronę gabinetów. Niósł w dłoniach przepiękny, zapewnie drogi bukiet goździków. Ich zapach ogarnął cały parter, natomiast mnie przeszył nieprzyjemny dreszcz przerażenia. Jeśli to znów kwiaty od Kiby wyrzucę je przez okno. Przysięgam.
Maszerowałam cicho za mężczyzną, starając się nie wywołać najmniejszego hałasu. Obawiałam się, że gdy tylko odwróci się w moją stronę zostanę zaatakowana niechcianym podarkiem. Nie umknęły mi nachalne spojrzenia innych pracowników oraz szepty zazdrosnych kobiet. Czy te kwiatki mogły wywołać tak wielkie poruszenie? Owszem. Kwiaty były przepiękne. Cudowne. Fantastyczne. Jednak od tak bardzo niechcianych rąk. Jak zwykle moje modlitwy nie zostały wysłuchane. Kurier zatrzymał się przy drzwiach, obok których wisiała tabliczka HARUNO. Okazała się moim największym przekleństwem.
Wypuściłam ciężkie powietrze, wiedząc, że to właściwy moment, by ujawnić swoją tożsamość. Przecież nie miałam zamiaru chodzić wieczność za jego plecami.
- W czy mogę pomóc? – Zebrałam się na najmilszy uśmiech, jaki mogłam z siebie wykrzesać.
- Pani Sakura Haruno? Mam dla pani przesyłkę. – Wręczył mi bukiet tych przeklętych kwiatów z tak rozanieloną miną, jakby miały być najcenniejszym podarkiem mojej miłości. Zupełnie jakbym miała wzdychać na ich widok i przecierać łzy wzruszenia. Jego niedoczekanie. Podziękowałam, chcąc jak najszybciej znaleźć się w swoim gabinecie i schować te spóźnione kwiaty. Kiba miał pięć lat, aby okazywać mi swoją miłość i wręczać pieprzone goździki. Teraz ich nie potrzebowałam. Nie od niego.
Zatrzasnęłam drzwi, przeczesując dłonią opadające na twarz kosmyki włosów. Faktycznie ładnie pachniały. Może kwiaty nie są niczemu winne? Zrobiłam krok w przód, chcąc włożyć je do wody. Uniosłam głowę, a widok, który zastałam przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Właśnie dotarło do mnie, że to nie był pierwszy kurier. To nie były jedyne kwiaty. Zrozumiałam te wszystkie spojrzenia w moim kierunku i niemałe poruszenie. Całe biuro miałam zasypane drogimi i różnorodnymi bukietami. Czułam się jak na polanie. Każde były starannie włożone do wazonów a te, którym brakło ozdobnego szkła, odnalazły swoje ukojenie w słoikach i kubkach na kawę. Ostrożnie robiłam każdy kolejny krok, wymijając podarunki. Przedostałam się do biurka. Odsunęłam duży wazon, a kilka mniejszych upchnęłam na ziemię, tuż obok czerwonych róż. Sfrustrowana opadłam na fotel rozglądając się po swojej prywatnej dżungli.
- I co ja mam z wami zrobić? – mamrotałam pod nosem, szukając odpowiedniego miejsca dla goździków. Podniosłam spod biurka w połowie pustą butelkę wody niegazowanej, a następnie rozwiązałam wstążkę i wrzuciłam pojedyncze kwiatki do środka. Odsunęłam prowizoryczny wazon na bok, a następnie przygotowałam się do zaległości. Jeśli Kiba myślał, że dzięki temu znów wkradnie się w moje łaski, mocno się przeliczył.
Gdy tylko zaczynałam skupiać swoje myśli i czytać dokumenty, rozproszył mnie odgłos pukania, który rozniósł się po pomieszczeniu. Schowałam zrezygnowana twarz w dłoniach. W myślach przeklinałam swój dzisiejszy dzień. Nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć Sasori wszedł do środka, niczym do własnego biura. Powinnam się już do tego dawno przyzwyczaić.
- Dobrze, że już jesteś Sakura. Mamy problem. – Zamiast miłego „dzień dobry, napijesz się kawy?” usłyszałam jego przejęty głos.
- Prawie nie zauważyłam – odpowiedziałam sarkastycznie, przygotowana na ostrą docinkę z jego strony. Sasori na pewno od rana układał uszczypliwe słowa, wkładając te wszystkie kwiaty do wody.
-  Pan Yoshida ogólnie jest zadowolony z twojego ostatniego projektu. – Zdziwiona uniosłam na niego wzrok, dopiero teraz zauważając stertę nowych papierów, które przyniósł.
Bez żadnego zainteresowania oparłam brodę o blat biurka, wzrokiem sunąć po różnorodnych kolorach kwiatków. – Jednak ostatecznie chciałby wprowadzić kilka poprawek, ponieważ jak to powiedział „nie jest przekonany”.
            Parsknęłam głośno niezadowolona. Siedziałam przy tym projekcie cały miesiąc, zarywając godziny i późno wracając do domu. Nie miałam czasu dla przyjaciółek, Sasuke, a nawet dla siebie. A teraz ten tary buc twierdzi, że „nie jest przekonany”?!
            - Mogę ci je zostawić? – Niepewnie lustrował moje rozdrażnienie, które jawnie ukazywałam.
            - Postaw je między te różowe gerbery, a żółte tulipany. – Wciąż leżąc odwróciłam głowę w bok, policzkiem stykając się z drewnianym chłodnym blatem. Obserwowałam piękną pogodę za oknem, a podczas panującej ciszy, przez uchylone okno, dobiegł mnie śpiew ptaków.
Sasori powiedział coś głupiego odnośnie kwiatków, następnie zaśmiał się, a ja kompletnie go nie słuchałam.
Chyba zaczynam być tym wszystkim zmęczona. Dodatkowo Sasuke nie potrafi się odezwać. Gdybym nie przyszła do niego, prawdopodobnie od chwili przyjazdu nie miałabym z nim żadnego kontaktu. Niby zaczynaliśmy się dogadywać, a jednak czuję, że trochę się od siebie oddaliliśmy. Niespodziewanie poczułam łzę spływającą po moim policzku. Potem kolejną, a za nią płynęła już następna. Podniosłam głowę, zdezorientowana obserwowałam jak krople opadają na leżący przede mną dokument. Dlaczego płaczę? Nie rozumiałam własnego ciała, w jednej chwili poczułam ogromny smutek, a słone łzy same zaczęły płynąć. Chciałam to przerwać. Powstrzymać. Jednak na marne. Przetarłam dłonią powieki.
- Sakura? Aż tak przejmujesz się tym, co powiedziałem? – Jego głos złagodniał. Usłyszałam jak długimi susami przedziera się przez puszczę, by następnie znaleźć się tyłkiem na moim biurku. – Wiesz, że żartowałem.
- Nie Sasori. To nie twoja wina. Wybacz. Sama nie wiem, dlaczego tak się dzieje – odpowiedziałam szczerze. Przestałam siebie rozumieć.
- Dasz sobie z tym radę? Pomogę ci.  – Zsiadł z biurka, a następnie zajął miejsce naprzeciwko mnie. Jak normalny człowiek usiadł na krześle, odrzucając w bok wszelkie głupie i zaczepne żarty. Byłam mu wdzięczna. Z jego pomocą na pewno uwinę się z tym raz dwa. Potrzebowałam teraz towarzystwa, a Sasori choć nadpobudliwy, był do tego idealny.
Po chwili potrafiłam się śmiać i skupić na pracy. Przerzucaliśmy sobie dokumenty, jakby rozumiejąc się bez słów. On uzupełniał wszystkie formularzowe sprawy, natomiast ja zajmowałam się koncepcją i podpisami. Nie omieszkał również, wejść na moją łóżkową sferę, raz po raz dogadując, że na pewno brakuje mi seksu. Machałam wtedy tylko dłonią dumnie, utwierdzając go w przekonaniu, jak grubo się myli. Sasuke był bogiem, jeśli chodzi o relacje erotyczne, w stosunkach damsko-męskich, emocjonalnie nie było tak dobrze. Nad tym jednak można popracować. Rozmarzyłam się, podpisując ostatnią umowę.
- Powinnam wziąć się za poprawianie projektu dla pana Yoshidy – wymamrotałam, układając z boku równą kupkę papierów.
- Jedź już do domu Sakura. – Mówiąc to, podniósł się, zamierzając zostawić mnie i moje myśli.
- Jeszcze chwilę zostanę. Nie zamierzam, znów narobić sobie zaległości. Dzięki Sasori za pomoc.
- Możesz mi podziękować w naturze. – Zaśmiał się, puszczając mi oczko.
- Ty kretynie. – Zawstydzona rzuciłam w niego pierwszym lepszym długopisem. – Nie przeciągaj struny.
- Do jutra piękna – odpowiedział, zamykając za sobą drzwi biura.
- Do jutra – wymamrotałam niesłyszalnie.
            Zostałam sama. W powietrzu wciąż pachniały kwiaty, a za oknem powoli się ściemniało. Przyszłam dziś pieszo, więc nie zamierzałam siedzieć do nocy. Bałam się sama spacerować, gdy na ulicach nie było już zbyt wielu normalnych osób. Nachyliłam się w stronę goździków, by przyjrzeć się ich koralowej barwie. Mam nadzieję, że chociaż zamówił te kwiaty u Ino. Nieźle by się wzbogaciła. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy rozbrzmiał dźwięk mojej komórki.

            „ Zejdź na dół. Czekam.” – Przeczytałam zaskoczona sms'a od Sasuke. Podniosłam się natychmiast na równe nogi, podbiegając w stronę okna. Serce biło mi jak szalone. Tak bardzo chciałabym, by to była prawda. Przykleiłam się do szyby, nie zwracając uwagi, że dla ludzi z zewnątrz mogę wyglądać jak glonojad. Iskierki radości zaświeciły się w moich oczach. Stał tam. Taki cudowny. Taki przystojny. W czarnych spodniach i granatowej bluzie, podciągniętej na rękawach. Jego zamyśloną twarz oświetlał wyświetlacz telefonu, który po chwili zgasił i spojrzał w kierunku mojego okna. Jak poparzona odskoczyłam, skrywając się za zasłonką. Na pewno to widział. Głupia. Stuknęłam się dłonią w czoło, jeszcze raz ukradkiem zaglądając przez szybę. Już go nie dojrzałam. Wystraszona, pozbierałam natychmiast klucze i torebkę, a następnie tratując bogu winne róże przedostałam się do wyjścia. Oby jeszcze tam był.

<<>> 
Nie zajęło jej to dużo czasu. Widziałem, jak praktycznie wybiegła przez automatyczne drzwi. Na końcu starała się pohamować przyśpieszony oddech, spowodowany prawdopodobnie biegiem. Rozglądała się, a ja nie miałem zamiaru ułatwiać jej zadania. Siedziałem w samochodzie, wpatrując się w jej drobną sylwetkę. Wyjęła telefon i wybrała numer, przykładając aparat do ucha. Wciąż szukała mnie wzrokiem, przejęta i taka urocza. Wyświetlacz zaświecił się, a po sekundzie rozbrzmiał mój dzwonek. Nie odbierałem. Czerpałem ogromną satysfakcję z obserwacji tej kobiety. Chciałem na nią patrzeć. Zamieniała się powoli w moją obsesję, a ja obawiając się tego próbowałem zatopić się w pracy. Gdyby nie Sasori, prawdopodobnie siedziałbym dalej w biurze, bądź przespał tam nawet całą noc. Nie podobał mi się ton, w  jakim jej współpracownik się do mnie odnosił, jednak miał rację. Musiałem zająć się Sakurą.
Odwróciła się i dojrzała niebieskie światełko w moim samochodzie. Szybkim i zdecydowanym krokiem zbliżała się, a na jej twarzy malowało się mnóstwo sprzecznych emocji. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, wysiadłem i zarzuciłem bluzę na jej zmarznięte ramiona. Ta kobieta nigdy nie nauczy ubierać się adekwatnie do pogody. Uśmiechnęła się. Delikatnie, z drobnym rumieńcem na policzkach. Zacisnęła materiał bliżej ciała i przysiągłbym, że przez moment powąchała moją bluzę. Uniosłem zdziwiony brew, otwierając jej drzwi od strony pasażera. Wciąż czekałem, aż cokolwiek powie. Zarzuci mi niekonsekwencje, bądź zbytnią arogancję i pewność siebie. Sądziłem, że zacznie po mnie krzyczeć. Ona niczym w transie spoglądała na drogę. Jakbym założył na nią ubranie wyprane w melisie. Może to nie było takie złe?
- Dlaczego po mnie przyjechałeś? – Odwróciła się w moją stronę. Czułem jak wpatruje się we mnie tymi swoimi zielonymi tęczówkami. Co powinienem jej odpowiedzieć? Chciałem ją zobaczyć. Tak po prostu. Nie chciałem, by była smutna. Egoistycznie też potrzebowałem mieć ją przy sobie, ponieważ myśli o niej próbowały mnie wykończyć.
- Przejeżdżałem obok. – Skłamałem. Skończony ze mnie idiota. Tak cholernie boję się jej wyznać, że brakowało mi jej śmiechu.
 - Rozumiem. Gdzie jedziemy? – Zaczęła bawić się palcami jak zawstydzona dziewczynka. Bardzo chciałbym wejść jej teraz do głowy.
- Do mnie.
- Czy to dobry pomysł? A Itachi? Jutro mam pracę. Powinnam… - Natychmiast przerwałem jej nakręcającą się karuzelę słów, kładąc dłoń na jej udzie. Wciąż wpatrywałem się w drogę, starając się bezpiecznie dowieźć ją do swojej sypialni. Mój wewnętrzny GPS podpowiadał mi cel podróży – moje łóżko.
- Nie przejmuj się tak. Nie ma go. Wspominał, że wychodzi dziś do klubu. – Zacisnąłem mocniej dłoń, którą objęła swoją. Czułem jej delikatną skórę na sobie, co niebezpiecznie mnie pobudzało. Natychmiast zabrałem rękę, wkładając ją do kieszeni spodni, jakby czegoś w niej szukając. Starałem się jak najlepiej ukryć przed nią mój dowód podniecenia.
Zatrzymałem się pod domem, a następnie okrążyłem samochód. Miałem zamiar otworzyć jej drzwi, gdy ta z impetem uderzyła nimi prosto we mnie.
- Za co to było? – Oburzyłem się, masując obolałe kolano.
- Mój boże! Przepraszam. Jesteś cały, Sasuke?! – Wyskoczyła w moim kierunku, oglądając mnie z każdej strony.
- Będę żył – burknąłem. Pochwyciłem ją za biodra, a następnie wykorzystując chwilę nieuwagi, przerzuciłem ją sobie przez ramie.
- Sasuke!! Oszalałeś? – Pisnęła wystraszona, a następnie uderzyła mnie otwartą dłonią w plecy. Nie zrobiło to na mnie wrażenia. Co najwyżej odrobinę łaskotało. Pewnie nie włożyła w to całej siły. To mógł być jej błąd.
Jedną wolną ręką otworzyłem sprawie drzwi, by zabrać tą nieznośną istotę do środka. Paplała mi coś nad uchem, gdy ja w międzyczasie pozbywałem się swojego obuwia. Dłonią pogładziłem jej łydkę, zsuwając z stóp czerwone szpilki. Wyglądała w nich naprawdę pociągająco. Nie mogłem się doczekać, aż oplecie moje biodra swoim zgrabnym ciałem.
            W tej samej chwili poczułem mokry ślad na szyi. Całowała mnie niepewnie i delikatnie. Po karku, a następnie przeszła na bark odsuwając skrawek mojej koszulki. Nie miałem zamiaru być dłużny,  dlatego jednym ruchem przerzuciłem ją sobie do przodu, dłońmi podtrzymując jej pośladki. Z początku zaskoczona spanikowała, by następnie nieco odważniej przerzucić ramiona za moją szyję. Palce wplotła w moje włosy, momentami nieco mocniej je szarpiąc. Ściskałem żarliwiej jej pośladki, czując granice swoich pokładów cierpliwości.
            Posadziłem ją na kuchennym blacie, przesuwając ręką niepotrzebne rzeczy. Z trzaskiem na ziemie upadła deska do krojenia, a w ślad za nią poleciała zawadzając nam w tej chwili torebka mąki. Całowałem i wdychałem jej kobiecy zapach. Jej nogi osunęły się na moje biodra, by następnie zamknąć mnie szczelnie w swoim uścisku. Odsunąłem się od niej, by choć na milisekundę spojrzeć w jej hipnotyzujące oczy. Może chciałem upewnić się, że to wszystko nie jest snem? Że ta kobieta przede mną obdarzyła mnie czymś dotąd nieosiągalnym. A przecież zaczynało się niewinnie. Oszukiwałem się, że wszystko skończę na drobnych gestach, niezobowiązujących spotkaniach. Chciałem tylko seksu z tą zabójczą kobietą i będę potrafił wrócić do codziennych spraw. Jak niedorzeczne to się teraz wydaje.
             Ugryzła mnie w ucho, wytrącając z tych dziwnych myśli. Dlaczego teraz do tego wracam? Zrzuciła ze mnie koszulkę, paznokciami zaznaczając czerwony szlak na moim torsie. Przycisnąłem ją mocniej do blatu, gdy jej dłonie powędrowały na pasek.
Była cała biała, a na policzku miała ślad od rozsypanej mąki. Przetarłem kciukiem jej twarz, pozwalając, by rozpięła rozporek moich spodni. Gdybym wciąż oglądał ją w tej podnoszącej temperaturę aranżacji, zakończył bym wszystko w przedbiegach. Uniosłem ją ponownie na siebie, a ona wydała głośny jęk niezadowolenia.
            W odstępie kilku minut kopnąłem w drzwi sypialni rzucając Haruno na świeżą pościel. Wygięła się w tył zatracając się w puszystej pierzynie. Wyglądała słodko i niewinnie, zupełnie jak wtedy, gdy obserwowaliśmy gwiazdy na dachu. To był pierwszy impuls. Poczułem, że jest intrygująca. Zapragnąłem jej tylko dla siebie. Teraz mam ją w swojej sypialni. Całkowicie mi oddaną. Z utęsknieniem spoglądała na mnie, co jakiś czas zwilżając usta. Jakby mówiła, że robie wszystko zbyt wolno. Za długo każę jej czekać. Przysunąłem się bliżej. Leżała w bezruchu, czekając na mój kolejny ruch. Schyliłem się do jej ust, przygryzając przy tym dolną wargę. Pozbyłem się wszystkiego, co mogło w tej chwili przeszkadzać.
            Odwróciłem ją na brzuch, przylegając do jej nagiego ciała. Była piękna. Oczywiście, nie potrafiłem jej tego powiedzieć. Pragnąłem się w niej zatopić, a ona jakby czytając mi w myślach rozsunęła delikatnie uda, pozwalając mi wejść do środka. Nie czułem się bezpiecznie. Obnażony z własnych myśli. Podnosiłem się i opadałem zapewniając nam niewyobrażalną rozkosz. Seks z Sakurą jest najlepszym zastrzykiem dopaminy. Niewyżyty. Zafiksowany.
            Czując zbliżający się finał, zauważyłem jak jej ciało zaczęło drżeć z przyjemności. Wypełniłem ją kawałek po kawałku, zastygając w bezruchu. Wszelkie myśli opuściły moją głowę, całkowicie oczyszczając umysł. Byłem taki zrelaksowany i nareszcie szczęśliwy.

<<>> 
            Wtuliłam się w jego tors zadowolona i całkowicie spełniona. To wszystko, o czym marzyłam mam na wyciągnięcie ręki. Nie pozwolę, by Kiba swoimi brudnymi buciorami znów wszedł w moje życie. Kątem oka spojrzałam na jego spokojny wyraz twarzy, przymknięte powieki i miarowy oddech.
            - Śpisz? – wymamrotałam niepewnie. Nie uzyskując żadnej odpowiedzi, po chwili namysłu ponownie spróbowałam uzyskać odpowiedź.
            - Hej, Sasuke. Śpisz? – Dźgnęłam go palcem w żebra. Jeśli nie spał, chciałam za wszelką cenę zwrócić jego uwagę. A jeśli nie było go już ze mną, co w tym złego, żeby na chwilę się obudził? Zachichotałam pod nosem, gdy ten niemrawo przewrócił się na drugi bok. Naburmuszyłam policzki, zakładając ręce pod piersi.
            - Śpię  - burknął nie zaszczycając mnie spojrzeniem. Uśmiechnęłam się w geście zwycięstwa, układając wygodniej na swojej części łóżka. Pochwyciłam telefon, by sprawdzić, która godzina. Dochodziła druga w nocy, a ja wciąż nie potrafiłam zmrużyć oka. Ujrzałam jego odbicie na wyświetlaczu. Był taki niewzruszony i spokojny. Zapragnęłam w tej chwili zrobić mu jedno jedyne zdjęcie. Bym mogła zawsze spojrzeć na niego i przypomnieć sobie o naszym zakazanym romansie. Pojawiłam się na ekranie mojego telefonu, a tuż za mną znajdował się kawałek jego pleców i profil z lekkim grymasem na twarzy. 



_______________________________________________________________________

Rozdział troszkę lżejszy, mam nadzieję, że tym razem nie zakończyłam w emocjonującym momencie i dam odpocząć waszym starganym nerwom :D :*
Komentujcie jak podoba wam się taki delikatny wątek :) !



środa, 16 sierpnia 2017

19. Aromaty przeszłości

10 komentarzy:


- Kiba?! – Oczy chciały mi wyskoczyć ze zdziwienia. – Co ty tu robisz?
- Nie cieszysz się? Przyjechałem po ciebie, żabciu. – Wyszczerzył się w swój specyficznie dumny uśmiech. Nienawidziłam tego paskudnego zdrobnienia. Za każdym razem, gdy nazywał mnie swoją „żabcią” czułam się jak paskudna ropucha. I nie pomagały ciągłe napominania, by przestał się ze mnie naśmiewać. Ten typ tak miał. Odpychała mnie jego nadmierna pewności siebie. Zawsze się wywyższał i nie okazywał szacunku nikomu. Choć na początku był romantycznym i spontanicznym mężczyzną, a jego przystojna twarz przyciągała spojrzenia, z czasem wszystko się zmieniło.
            Wzdrygnęłam się na myśl, że mogłabym wrócić z tym człowiekiem do swojego złudnego życia i znów udawać, że nie widzę panienek na boku.
            - Niepotrzebnie marnowałeś czas Kiba. Nigdzie się stąd nie ruszam, a ty chyba powinieneś już wyjść. – Spuściłam wzrok na klamkę, próbując przymknąć drzwi. Miałam szczerą ochotę wypchnąć nieproszonego gościa na zewnątrz.
            - Dopiero przyszedłem. – Otworzył szerzej wejście do mieszkania, a ja stałam zaskoczona z faktu, w jaki łatwy sposób dostał się do środka. Jakby moja siła i determinacja w niedopuszczeniu go w głąb pomieszczenia była całkowicie nieskuteczna. Kiba był wysoki. Ale Sasuke był wyższy. Kiba był umięśniony, jednak nijak miał się do postury Uchihy. Był szatynem o ciemnych, kiedyś przyciągających tęczówkach. Teraz to Sasuke pochłaniał mnie kompletnie swoim spojrzeniem. Jakbym nie chciała, porównywałam go do Uchihy, który bił go na łeb i szyję. Odcięłam Inuzukę od swojego życia i nie miałam zamiaru wchodzić do tej samej rzeki. 
            - Wystroiłaś się dla mnie? – Jego wzrok skupiał się na skrawku koronkowej bielizny, która nieproszona wyłoniła się zza materiału szlafroka. Momentalnie poprawiłam ubranie, zaciskając go mocniej w pasie, by przypadkiem nie dojrzał więcej mojego kusego stroju. Spaliłabym się ze wstydu. To był widok zarezerwowany tylko i wyłącznie dla Sasuke.
            - Nie spodziewałabym się ciebie. Jak mnie znalazłeś? – Mnóstwo pytań nasuwało mi się do głowy. W jednej chwili chciałam otrzymać wszystkie odpowiedzi.  – Dlaczego?
            - Przecież się zapowiedziałem. To jasne. – Uśmiechnął się zadziornie. – To nie było trudne. Zakręciłaś się przy sławnym frajerze. - Zmarszczyłam gniewnie brwi. Nie podobało mi się w jak grubiański sposób wyraża swoje zdanie. Przypominając sobie o wiadomości Sasuke, natychmiast pochwyciłam telefon. Niechętnie odpisałam na smsa. Tak bardzo chciałam się z nim spotkać.

„ Przepraszam. Nie dam dziś rady”.


            - Widać masz słabość do facetów z grubym portfelem. – Inuzuka ciągnął swój mało interesujący wywód.
            - Jeśli jesteś tak bardzo zainteresowany – wtrąciłam. – To wiedz, że znalazłam pracę, w której się spełniam i bardzo dobrze mi płacą. Nie jestem zainteresowana nie swoimi pieniędzmi. – Byłam na skraju wybuchu, resztkami sił starając się nie dać wciągnąć w tą głupią gierkę. – Po co przyjechałeś?
            - Po ciebie.
            - Po mnie? Chyba jasno dałam ci do zrozumienia, że nigdzie nie wracam. Tu jest mój dom i chciałabym, abyś go teraz opuścił. – Założyłam ręce na klatce piersiowej, postukując stopą o podłogę. Miałam nadzieję odrobinę go ponaglić i wymusić zażenowanie wynikłą sytuacją. Niestety Kiba nie był mężczyzną, który przejmowałby się dobrym wyczuciem.
            - Żabciu. Uciekłaś mi. Rozpłynęłaś się, gdy ciężko na ciebie pracowałem. Myślisz, że jeden krótki liścik wszystko załatwi? Nie pozwolę ci tak odejść, a to nie była prośba. – Jego mimika twarzy znacznie spoważniała, po czym niebezpiecznie zaczął kierować się w moją stronę.
            - Pieprzenie jakiejś laski na boku nazywasz swoją pracą? Ty hipokryto. – Wyciągnęłam przed siebie dłoń, by powstrzymać jego dalsze kroki. Nie mogłam pozwolić, by przekroczył niewidzialną granicę mojej prywatności. A muszę przyznać, że ten obszar jest mocno zawężony.
            - Nie wiem, kogo masz na myśli. – Przechylił lekko głowę w bok. Wyglądał, jakby w myślach przerzucał zdjęcia wszystkich swoich kobiet, poszukując tej właściwej.
            - Przy tak sporej liczbie można się zatracić – zaśmiałam się ironicznie. Czułam się beznadziejnie. Jak wiele życia straciłam, popełniając ten błąd bycia z nim.
            - Kiedy stałaś się taka zadziorna? Gdybyś się starała dla mnie tak jak dla niego, nie musiałbym szukać pocieszenia. – Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę to powiedział.
            - Nie będę stawać ci już na drodze. A teraz wyjdź stąd i zniknij z mojego życia! – Nie wytrzymałam. Uniosłam głos, powstrzymując wzbierające się w moich oczach łzy.  To straszne jak ludzie potrafią się zmienić przez sławę i pieniądze. Kibie kompletnie uderzyły do głowy.
            - Sakura. Ja cię potrzebuję. – Jego głos znacznie złagodniał, a spojrzenie budziło odrobinę współczucia. – Gdy nie było cię przy mnie, zrozumiałem, co straciłem.
            Poczułam ciepły dotyk męskiej dłoni na swoim ramieniu. W pełnym szoku przestałam kontrolować odległość między nami.
            - Wróć ze mną. Wszystko naprawię – wyszeptał. Przez moment poczułam ucisk w sercu. Jego cichy głos przebudził drobny płomyk pozytywnych wspomnień. Jednak nie mogłam pozwolić omamić się czułymi słowami. Jeszcze przed chwilą pokazywał mi, że ludzie nie zmieniają się tak łatwo.
            - Przepraszam cię, ale ja nie chcę tak żyć. Nie mogę. – Spuściłam wzrok, zabierając rękę, by jak najbardziej ukrócić nasz kontakt. – Wybacz, że nie porozmawiałam z tobą w odpowiedni sposób, jednak to już się nie zmieni. Nie wrócę do ciebie Kiba. – Byłam zupełnie pewna swoich słów. To była rozmowa, która dla mnie ostatecznie kończyła rozdział zwany Inuzuka. Zaczęłam nowe życie.
            - To dla tego biznesmenka? – Mówiąc to zacisnął dłoń w pięść, a na jego szyi pojawiła się żyłka zdenerwowania. Cokolwiek bym teraz nie powiedziała, wiedziałam, że Kiba dopowie sobie resztę i skończy się awanturą.
            - On nie ma z tym nic wspólnego – odpowiedziałam odważniej.
            - Zdjęcie przedstawia inaczej wasze relacje. Sakura… - Jego wypowiedź przerwało skrzypnięcie otwieranych drzwi. Oboje zaskoczeni spojrzeliśmy na siebie, a następnie na wchodzącą do mieszkania osobę. Nie spodziewałam się już dziś nikogo. Ten wieczór zaczynał mnie coraz bardziej męczyć.
            Mężczyzna miał na sobie ciemną bluzę z charakterystycznym czerwono białym wachlarzem. Gdy tylko ściągnął z głowy przemoczony kaptur, moje wszelkie podejrzenia się utwierdziły.
            - Sasuke? Co tu robisz? – spytałam zdziwiona, spoglądając na wysokiego faceta. Cudownie wyglądał przeczesując swoje wilgotne od deszczu włosy.
            - Martwiłem się. – Odwrócił się w naszym kierunku, a widok obcego mężczyzny całkowicie wybiła go z rytmu. Na czole niebezpiecznie pulsowała mu żyłka zdenerwowania. Wydarzył się najgorszy z możliwych scenariuszy. Czułam, że muszę mu wszystko jak najszybciej wytłumaczyć. Jeśli chodzi o Sasuke, jak większość osobników płci męskiej najpierw snuł wnioski, a potem myślał.
            - To Kiba. Mój były chłopak. – Wyjaśniłam pokrótce, by przybliżyć mu choć trochę sytuację.
            - Były? Wciąż nim jestem żabciu. – Uśmiechnął się zadziornie, a na domiar złego posłał mi niewidzialnego całusa. Sekundy dzieliły nas od wybuchu złości bruneta. – Ty pewnie jesteś Uchiha Sasuke? – Zwrócił się w jego stronę, jakby niedbale dostrzegając jego obecność. Śmiejąc się wyciągnął do niego dłoń. Sasuke tylko zmierzył go wzrokiem nie wykonując żadnych gestów.
            - Właśnie rozmawiałem z Sakurą o naszym powrocie do Kioto. Dość długo jej nie było, mamy spore zaległości. Jeśli wiesz, co mam na myśli? – Poruszył brwiami, a następnie lubieżnie zlustrował moje nagie nogi i ciało skryte za aksamitnym szlafrokiem.
            - Po moim trupie. – Uchiha zacisnął gniewnie szczękę, jeszcze mocniej napinając mięśnie.
            - Sasuke! – uniosłam głos.
            - To się da załatwić – odpowiedział zaczepnie Inuzuka.
            - Kiba! – Kipiałam ze złości.
            - Nie pozwolę, byś zaliczył moją dziewczynę – rzucił Kiba wpatrując się w Uchihę z mordem w oczach. Nie mogłam uwierzyć, że on właśnie powiedział to na głos. Zawsze mówił wprost, jednak odrobina wyczucia byłaby w tym momencie wskazana.
            - Przestańcie! Nie jestem żadnym trofeum, które można zdobyć! – Nie potrafiłam już powstrzymywać gromadzących się we mnie emocji. Dochodziła późna godzina i nie zamierzałam ciągnąć tego teatrzyku do rana.
            Zbliżyłam się do nich, ty samym zajmując wolną przestrzeń między nimi. Znając wybuchowy charakter Uchihy, miałam wszelkie podstawy twierdzić, że zaraz rzucą się sobie do gardeł. Nie miałam zamiaru na to patrzeć. Kiedy zwróciłam już uwagę obu mężczyzn, odwróciłam się w stronę Kiby, ignorując na razie drugiego.
            - Mówiłam ci, że nic z tego nie będzie. Rozstaliśmy się i nic tego nie zmieni. Chcę mieć własne życie i przykro mi, ale ciebie w nim nie ma. – Starałam się jak najdelikatniej dobrać bolesne słowa. – Czy możesz nas zostawić? Muszę porozmawiać z Sasuke.
Inuzuka nie odzywał się. Analizował każde moje słowo, a ja w głębi duszy chciałam wierzyć, że przyjął to do wiadomości.
            - Sakura. – Próbował się odezwać, gdy zza moich pleców ukazała się dumna postać Uchihy. Jednym ruchem pochwycił koszulkę szatyna, a następnie popchnął go w stronę drzwi.
            - Chyba skończyłeś wizytę – wycedził Sasuke, puszczając jego pogniecione ubranie.
            - Wykończę cię Uchiha – wymamrotał niezrozumiale Inuzuka. – Sakura – zwrócił się w moim kierunku, naciskając klamkę od drzwi. – Nie pozwolę ci odejść.
            Kiedy drzwi zamknęły się, a za nimi zniknęła sylwetka byłego faceta, opadłam ciężko na kanapę. W pomieszczeniu zapanowała głucha cisza. Nikt nie poruszył tematu, a ja byłam wdzięczna za odrobinę odpoczynku. Musiałam poukładać swoje myśli. Wciąż ciężko było mi zrozumieć, jak zdjęcie z gazety dotarło w jego ręce. Czyżbym pomyliła się, twierdząc, że nie jest na tyle znana?

<<>> 

- Robię herbatę, chcesz? – spytałem, załączając w połowie zalany czajnik. Przez moment milczała, jakby mocno zastanawiała się nad tym czy chce tę herbatę czy nie.
- Zieloną, proszę – odezwała się po chwili swoim cichym i lekko łamiącym się głosem. Była zburzona emocjonalnie, a ja potrafiłem zrobić jej tylko herbatę.
            Zacisnąłem mocniej pięści na kuchennym blacie, wpatrując się w powstałe bąbelki gorącej wody wewnątrz urządzenia. Kim był ten gość? Sakura wspominała kiedyś o nieudanym związku i zawiedziony zaufaniu. Dlatego bała się znów uwierzyć. Sam nie byłem przekonany do bliższych relacji. Powinienem dać jej teraz czas. Mimo, że wiedziałem, co jest słuszne pewna część mnie kotłowała się od gniewu. Czy był on wywołany pojawieniem się ważnej dla niej osoby? Czy czułem się zagrożony? Przecież ja też nie oczekiwałem od niej nic więcej niż seks. A teraz? Denerwuje się, gdy inny mężczyzna zaczyna kręcić się wokół niej.
            Siedziała na kanapie, skrywając twarz w dłoniach. Wyglądała na zmęczoną. Postawiłem gorący kubek z herbata na stoliku, w ciszy przysiadając się obok niej. Widocznie, gdy tylko poczuła uginający się materiał siedziska, przysunęła się bliżej mnie, opierając głowę na moim ramieniu.
             - Czy on – zacząłem niepewnie. – Skrzywdził cię? – Nie wiem, dlaczego, ale nie potrafiłem spojrzeć jej w oczy. Bałem się, że mogłabym wyczytać z nich więcej niż chciałbym jej w tej chwili pokazać.
            - Nie – wyszeptała. Wciąż myślami błądziła w innej rzeczywistości. Przez moment ogarnęły mnie dziwne myśli. Czy ja właściwie wiem na czym stoję? Nasza relacja jest dość dziwna i specyficzna. Nie potrafimy jej ustabilizować, a w momencie pojawienia się drugiego faceta stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Przełknąłem ślinę, by zebrać się na najodważniejsze pytanie w moim życiu.
            - Sakura. Czy jestem dla ciebie kimś ważnym? – Zebrałem się na odwagę. Panując cisza tylko pobudzała we mnie niepewność. Sam nie wiem, czego oczekiwałem. Zwróciłem  wzrok na jej delikatną i spokojną twarz. Wciąż odczuwałem ciężar jej głowy spoczywającej na moim ramieniu, a jej klatka piersiowa unosiła się miarowo w górę i w dół. Znalazłem przyczynę braku odpowiedzi.
Okryłem ją kocem, układając wygodniej wzdłuż kanapy. Kątem oka dojrzałem czarną koronkową bieliznę. Wyglądała w niej naprawdę seksownie i kusząco. Jeśli to miał być strój dla mnie, nie mogę jej tego odpuścić. Chciałbym zobaczyć jak unosi nade mną biodra otulone tym kusym materiałem.

W powietrzu unosił się aromat zielonej herbaty, która wciąż stała na stoliku.

<<>> 

            Obudził mnie potworny ból głowy i poranny budzik przed pracą. Miałam okropny sen, w którym Kiba znalazł moje nowe mieszkanie i znów wlazł z butami w życie. Przetarłam dłońmi twarz, próbując się rozbudzić i odgonić nieprzyjemnie pulsujące uczucie w skroniach.
            Szurałam kapciami w stronę lodówki, by ostatecznie dowiedzieć się o deficycie żywności jaki w niej panował. Miałam jeszcze chwilę zapasu, by zdążyć przed pracą zrobić małe zakupy. Nie zwlekając wiele, ponaglona przez burczący żołądek ruszyłam do łazienki, a następnie ubrana i gotowa szukałam kluczy z mieszkania. Zawsze odwieszam je na specjalnym haczyku, który niewiadomo z jakich powodów był zupełnie pusty. Zwróciłam się w stronę żółtej samoprzylepnej karteczki przyklejonej na drzwiach. Przeczytałam jej treść, widocznie zapisaną męskim charakterem pisma. W tym momencie dotarło do mnie, że sytuacja z Kibą wcale nie była snem. To wszystko działo się naprawdę i w jednej chwili poczułam okropne przewroty w żołądku. Strach ogarnął całe moje ciało. Oparłam się drżącą dłonią o drzwi, starając się powstrzymać odruchy wymiotne. Przyłożyłam czoło do chłodnej framugi, spokojniej łapiąc oddech.
            Sasuke zostawił mi wiadomość, że wyszedł wcześnie i zostawił klucz pod doniczką na korytarzu. Byłam mu wdzięczna, że nie zostawił otwartych drzwi i mnie na pastwę złodziei.

<<>> 

            Marszcząc czoło skupiałam się na odnalezieniu najładniejszej czerwonej papryki. Czułam się rozdrażniona i poirytowana, ponieważ obserwując każdą kolejną miałam wrażenie, jakby do tego sklepu dostarczano najgorsze produkty, bądź wszystkie kobiety przemacały je i ugniotły swoimi wścibskimi paluchami.
             Jest! Dojrzałam dużą czerwoną paprykę idealną na moje wyimaginowane standardy. Odsuwając duży kartonowy pojemnik dostałam się do wypatrzonego okazu. Nie interesowały mnie spojrzenia ludzi, którzy pewnie bez zastanowienia pochwyciliby pierwsze lepsze warzywo.
- Naprawdę jesteś inna. – Usłyszałam cichy śmiech. Uniosłam wzrok, a moje spojrzenie utknęło na czerwonowłosej asystentce Sasuke.
            - Nie rozumiem twojej aluzji – wymamrotałam, wrzucając paprykę do koszyka. Spojrzałam na zegarek, który podpowiadał mi, że mam jeszcze dobre dziesięć minut na wybranie odpowiednio chrupiącej bagietki. Przesunęłam się wzdłuż regałów przystając przy półkach z płatkami śniadaniowymi. W tym momencie mogę przyznać, że jestem wybredna.
            Uwielbiam miodowe. I właśnie na miodowe miałam ochotę. Wertowałam kolejno paczki, dostrzegając swój cel na najwyższej półce w sklepie. Naburmuszyłam policzki wzrokiem przewiercając opakowanie płatków, jakbym miała przyciągnąć je telepatycznie. Przydałby się Sasuke i jego długie ręce. Zarumieniłam się na myśl o jego silnych ramionach i zwinnych palcach. Boże. Nawet w sklepie myślę o jego erotycznych zaletach.
            - Masz dziwny kolor włosów. – Znów do moich uszu dobiegł ten kobiecy głos. Uniosła rękę, a następnie wyciągnęła miodowe płatki. Wpatrywała się dłuższą chwilę w moje różowe kosmyki.
            - Dzięki. – Zawstydzona wyciągnęłam dłoń, by odebrać paczkę.
            - Lubię miodowe. – Uśmiechnęła się zadziornie, oddalając rękę z płatkami.
Kipiałam ze złości. Może igrać sobie z Sasuke i próbować tych swoich podchodów, ale chyba nie wiedziała, z kim nie powinna zadzierać. Otwierałam usta, by wygarnąć jej jednym ze swoich uszczypliwych komentarzy, gdy wrzuciła do mojego koszyka miodowe przysmaki.
            - Karin. – Machnęła dłonią, wymijając mnie. Dziewczyna miała charakter. Zupełnie mnie zaskoczyła. Nie była jedną z tych kobiet, które lgną do Sasuke za cenę własnej godności. Ona wiedziała, czego chce i dążyła sprytnie do celu. W pewnym sensie poczułam w niej bratnią duszę. Myślę, że i ona odczuła dziwne połączenie między nami. Uśmiechnęłam się pod nosem, a następnie wymamrotałam ledwo słyszalnie swoje imię.

_____________________________________________________________________________
 
Oto i jestem z nowym rozdziałem! Mam nadzieję, że jeszcze was nie zanudziłam i znajdą się osoby do dalszego czytania mojego opowiadania. Zostawcie komentarz! 

Dzieki Blue za poprawianie moich głupot ;* 
Buziaki :)

Obserwatorzy

© Agata | WS
x x x x x x x.