Nowy rozdział - 0 %
Korekta -

/watch?v=u25oiVLDMBs'}]}" >

środa, 16 sierpnia 2017

19. Aromaty przeszłości

Brak komentarzy:


- Kiba?! – Oczy chciały mi wyskoczyć ze zdziwienia. – Co ty tu robisz?
- Nie cieszysz się? Przyjechałem po ciebie, żabciu. – Wyszczerzył się w swój specyficznie dumny uśmiech. Nienawidziłam tego paskudnego zdrobnienia. Za każdym razem, gdy nazywał mnie swoją „żabcią” czułam się jak paskudna ropucha. I nie pomagały ciągłe napominania, by przestał się ze mnie naśmiewać. Ten typ tak miał. Odpychała mnie jego nadmierna pewności siebie. Zawsze się wywyższał i nie okazywał szacunku nikomu. Choć na początku był romantycznym i spontanicznym mężczyzną, a jego przystojna twarz przyciągała spojrzenia, z czasem wszystko się zmieniło.
            Wzdrygnęłam się na myśl, że mogłabym wrócić z tym człowiekiem do swojego złudnego życia i znów udawać, że nie widzę panienek na boku.
            - Niepotrzebnie marnowałeś czas Kiba. Nigdzie się stąd nie ruszam, a ty chyba powinieneś już wyjść. – Spuściłam wzrok na klamkę, próbując przymknąć drzwi. Miałam szczerą ochotę wypchnąć nieproszonego gościa na zewnątrz.
            - Dopiero przyszedłem. – Otworzył szerzej wejście do mieszkania, a ja stałam zaskoczona z faktu, w jaki łatwy sposób dostał się do środka. Jakby moja siła i determinacja w niedopuszczeniu go w głąb pomieszczenia była całkowicie nieskuteczna. Kiba był wysoki. Ale Sasuke był wyższy. Kiba był umięśniony, jednak nijak miał się do postury Uchihy. Był szatynem o ciemnych, kiedyś przyciągających tęczówkach. Teraz to Sasuke pochłaniał mnie kompletnie swoim spojrzeniem. Jakbym nie chciała, porównywałam go do Uchihy, który bił go na łeb i szyję. Odcięłam Inuzukę od swojego życia i nie miałam zamiaru wchodzić do tej samej rzeki. 
            - Wystroiłaś się dla mnie? – Jego wzrok skupiał się na skrawku koronkowej bielizny, która nieproszona wyłoniła się zza materiału szlafroka. Momentalnie poprawiłam ubranie, zaciskając go mocniej w pasie, by przypadkiem nie dojrzał więcej mojego kusego stroju. Spaliłabym się ze wstydu. To był widok zarezerwowany tylko i wyłącznie dla Sasuke.
            - Nie spodziewałabym się ciebie. Jak mnie znalazłeś? – Mnóstwo pytań nasuwało mi się do głowy. W jednej chwili chciałam otrzymać wszystkie odpowiedzi.  – Dlaczego?
            - Przecież się zapowiedziałem. To jasne. – Uśmiechnął się zadziornie. – To nie było trudne. Zakręciłaś się przy sławnym frajerze. - Zmarszczyłam gniewnie brwi. Nie podobało mi się w jak grubiański sposób wyraża swoje zdanie. Przypominając sobie o wiadomości Sasuke, natychmiast pochwyciłam telefon. Niechętnie odpisałam na smsa. Tak bardzo chciałam się z nim spotkać.

„ Przepraszam. Nie dam dziś rady”.


            - Widać masz słabość do facetów z grubym portfelem. – Inuzuka ciągnął swój mało interesujący wywód.
            - Jeśli jesteś tak bardzo zainteresowany – wtrąciłam. – To wiedz, że znalazłam pracę, w której się spełniam i bardzo dobrze mi płacą. Nie jestem zainteresowana nie swoimi pieniędzmi. – Byłam na skraju wybuchu, resztkami sił starając się nie dać wciągnąć w tą głupią gierkę. – Po co przyjechałeś?
            - Po ciebie.
            - Po mnie? Chyba jasno dałam ci do zrozumienia, że nigdzie nie wracam. Tu jest mój dom i chciałabym, abyś go teraz opuścił. – Założyłam ręce na klatce piersiowej, postukując stopą o podłogę. Miałam nadzieję odrobinę go ponaglić i wymusić zażenowanie wynikłą sytuacją. Niestety Kiba nie był mężczyzną, który przejmowałby się dobrym wyczuciem.
            - Żabciu. Uciekłaś mi. Rozpłynęłaś się, gdy ciężko na ciebie pracowałem. Myślisz, że jeden krótki liścik wszystko załatwi? Nie pozwolę ci tak odejść, a to nie była prośba. – Jego mimika twarzy znacznie spoważniała, po czym niebezpiecznie zaczął kierować się w moją stronę.
            - Pieprzenie jakiejś laski na boku nazywasz swoją pracą? Ty hipokryto. – Wyciągnęłam przed siebie dłoń, by powstrzymać jego dalsze kroki. Nie mogłam pozwolić, by przekroczył niewidzialną granicę mojej prywatności. A muszę przyznać, że ten obszar jest mocno zawężony.
            - Nie wiem, kogo masz na myśli. – Przechylił lekko głowę w bok. Wyglądał, jakby w myślach przerzucał zdjęcia wszystkich swoich kobiet, poszukując tej właściwej.
            - Przy tak sporej liczbie można się zatracić – zaśmiałam się ironicznie. Czułam się beznadziejnie. Jak wiele życia straciłam, popełniając ten błąd bycia z nim.
            - Kiedy stałaś się taka zadziorna? Gdybyś się starała dla mnie tak jak dla niego, nie musiałbym szukać pocieszenia. – Nie mogłam uwierzyć, że naprawdę to powiedział.
            - Nie będę stawać ci już na drodze. A teraz wyjdź stąd i zniknij z mojego życia! – Nie wytrzymałam. Uniosłam głos, powstrzymując wzbierające się w moich oczach łzy.  To straszne jak ludzie potrafią się zmienić przez sławę i pieniądze. Kibie kompletnie uderzyły do głowy.
            - Sakura. Ja cię potrzebuję. – Jego głos znacznie złagodniał, a spojrzenie budziło odrobinę współczucia. – Gdy nie było cię przy mnie, zrozumiałem, co straciłem.
            Poczułam ciepły dotyk męskiej dłoni na swoim ramieniu. W pełnym szoku przestałam kontrolować odległość między nami.
            - Wróć ze mną. Wszystko naprawię – wyszeptał. Przez moment poczułam ucisk w sercu. Jego cichy głos przebudził drobny płomyk pozytywnych wspomnień. Jednak nie mogłam pozwolić omamić się czułymi słowami. Jeszcze przed chwilą pokazywał mi, że ludzie nie zmieniają się tak łatwo.
            - Przepraszam cię, ale ja nie chcę tak żyć. Nie mogę. – Spuściłam wzrok, zabierając rękę, by jak najbardziej ukrócić nasz kontakt. – Wybacz, że nie porozmawiałam z tobą w odpowiedni sposób, jednak to już się nie zmieni. Nie wrócę do ciebie Kiba. – Byłam zupełnie pewna swoich słów. To była rozmowa, która dla mnie ostatecznie kończyła rozdział zwany Inuzuka. Zaczęłam nowe życie.
            - To dla tego biznesmenka? – Mówiąc to zacisnął dłoń w pięść, a na jego szyi pojawiła się żyłka zdenerwowania. Cokolwiek bym teraz nie powiedziała, wiedziałam, że Kiba dopowie sobie resztę i skończy się awanturą.
            - On nie ma z tym nic wspólnego – odpowiedziałam odważniej.
            - Zdjęcie przedstawia inaczej wasze relacje. Sakura… - Jego wypowiedź przerwało skrzypnięcie otwieranych drzwi. Oboje zaskoczeni spojrzeliśmy na siebie, a następnie na wchodzącą do mieszkania osobę. Nie spodziewałam się już dziś nikogo. Ten wieczór zaczynał mnie coraz bardziej męczyć.
            Mężczyzna miał na sobie ciemną bluzę z charakterystycznym czerwono białym wachlarzem. Gdy tylko ściągnął z głowy przemoczony kaptur, moje wszelkie podejrzenia się utwierdziły.
            - Sasuke? Co tu robisz? – spytałam zdziwiona, spoglądając na wysokiego faceta. Cudownie wyglądał przeczesując swoje wilgotne od deszczu włosy.
            - Martwiłem się. – Odwrócił się w naszym kierunku, a widok obcego mężczyzny całkowicie wybiła go z rytmu. Na czole niebezpiecznie pulsowała mu żyłka zdenerwowania. Wydarzył się najgorszy z możliwych scenariuszy. Czułam, że muszę mu wszystko jak najszybciej wytłumaczyć. Jeśli chodzi o Sasuke, jak większość osobników płci męskiej najpierw snuł wnioski, a potem myślał.
            - To Kiba. Mój były chłopak. – Wyjaśniłam pokrótce, by przybliżyć mu choć trochę sytuację.
            - Były? Wciąż nim jestem żabciu. – Uśmiechnął się zadziornie, a na domiar złego posłał mi niewidzialnego całusa. Sekundy dzieliły nas od wybuchu złości bruneta. – Ty pewnie jesteś Uchiha Sasuke? – Zwrócił się w jego stronę, jakby niedbale dostrzegając jego obecność. Śmiejąc się wyciągnął do niego dłoń. Sasuke tylko zmierzył go wzrokiem nie wykonując żadnych gestów.
            - Właśnie rozmawiałem z Sakurą o naszym powrocie do Kioto. Dość długo jej nie było, mamy spore zaległości. Jeśli wiesz, co mam na myśli? – Poruszył brwiami, a następnie lubieżnie zlustrował moje nagie nogi i ciało skryte za aksamitnym szlafrokiem.
            - Po moim trupie. – Uchiha zacisnął gniewnie szczękę, jeszcze mocniej napinając mięśnie.
            - Sasuke! – uniosłam głos.
            - To się da załatwić – odpowiedział zaczepnie Inuzuka.
            - Kiba! – Kipiałam ze złości.
            - Nie pozwolę, byś zaliczył moją dziewczynę – rzucił Kiba wpatrując się w Uchihę z mordem w oczach. Nie mogłam uwierzyć, że on właśnie powiedział to na głos. Zawsze mówił wprost, jednak odrobina wyczucia byłaby w tym momencie wskazana.
            - Przestańcie! Nie jestem żadnym trofeum, które można zdobyć! – Nie potrafiłam już powstrzymywać gromadzących się we mnie emocji. Dochodziła późna godzina i nie zamierzałam ciągnąć tego teatrzyku do rana.
            Zbliżyłam się do nich, ty samym zajmując wolną przestrzeń między nimi. Znając wybuchowy charakter Uchihy, miałam wszelkie podstawy twierdzić, że zaraz rzucą się sobie do gardeł. Nie miałam zamiaru na to patrzeć. Kiedy zwróciłam już uwagę obu mężczyzn, odwróciłam się w stronę Kiby, ignorując na razie drugiego.
            - Mówiłam ci, że nic z tego nie będzie. Rozstaliśmy się i nic tego nie zmieni. Chcę mieć własne życie i przykro mi, ale ciebie w nim nie ma. – Starałam się jak najdelikatniej dobrać bolesne słowa. – Czy możesz nas zostawić? Muszę porozmawiać z Sasuke.
Inuzuka nie odzywał się. Analizował każde moje słowo, a ja w głębi duszy chciałam wierzyć, że przyjął to do wiadomości.
            - Sakura. – Próbował się odezwać, gdy zza moich pleców ukazała się dumna postać Uchihy. Jednym ruchem pochwycił koszulkę szatyna, a następnie popchnął go w stronę drzwi.
            - Chyba skończyłeś wizytę – wycedził Sasuke, puszczając jego pogniecione ubranie.
            - Wykończę cię Uchiha – wymamrotał niezrozumiale Inuzuka. – Sakura – zwrócił się w moim kierunku, naciskając klamkę od drzwi. – Nie pozwolę ci odejść.
            Kiedy drzwi zamknęły się, a za nimi zniknęła sylwetka byłego faceta, opadłam ciężko na kanapę. W pomieszczeniu zapanowała głucha cisza. Nikt nie poruszył tematu, a ja byłam wdzięczna za odrobinę odpoczynku. Musiałam poukładać swoje myśli. Wciąż ciężko było mi zrozumieć, jak zdjęcie z gazety dotarło w jego ręce. Czyżbym pomyliła się, twierdząc, że nie jest na tyle znana?

<<>> 

- Robię herbatę, chcesz? – spytałem, załączając w połowie zalany czajnik. Przez moment milczała, jakby mocno zastanawiała się nad tym czy chce tę herbatę czy nie.
- Zieloną, proszę – odezwała się po chwili swoim cichym i lekko łamiącym się głosem. Była zburzona emocjonalnie, a ja potrafiłem zrobić jej tylko herbatę.
            Zacisnąłem mocniej pięści na kuchennym blacie, wpatrując się w powstałe bąbelki gorącej wody wewnątrz urządzenia. Kim był ten gość? Sakura wspominała kiedyś o nieudanym związku i zawiedziony zaufaniu. Dlatego bała się znów uwierzyć. Sam nie byłem przekonany do bliższych relacji. Powinienem dać jej teraz czas. Mimo, że wiedziałem, co jest słuszne pewna część mnie kotłowała się od gniewu. Czy był on wywołany pojawieniem się ważnej dla niej osoby? Czy czułem się zagrożony? Przecież ja też nie oczekiwałem od niej nic więcej niż seks. A teraz? Denerwuje się, gdy inny mężczyzna zaczyna kręcić się wokół niej.
            Siedziała na kanapie, skrywając twarz w dłoniach. Wyglądała na zmęczoną. Postawiłem gorący kubek z herbata na stoliku, w ciszy przysiadając się obok niej. Widocznie, gdy tylko poczuła uginający się materiał siedziska, przysunęła się bliżej mnie, opierając głowę na moim ramieniu.
             - Czy on – zacząłem niepewnie. – Skrzywdził cię? – Nie wiem, dlaczego, ale nie potrafiłem spojrzeć jej w oczy. Bałem się, że mogłabym wyczytać z nich więcej niż chciałbym jej w tej chwili pokazać.
            - Nie – wyszeptała. Wciąż myślami błądziła w innej rzeczywistości. Przez moment ogarnęły mnie dziwne myśli. Czy ja właściwie wiem na czym stoję? Nasza relacja jest dość dziwna i specyficzna. Nie potrafimy jej ustabilizować, a w momencie pojawienia się drugiego faceta stała się jeszcze bardziej skomplikowana. Przełknąłem ślinę, by zebrać się na najodważniejsze pytanie w moim życiu.
            - Sakura. Czy jestem dla ciebie kimś ważnym? – Zebrałem się na odwagę. Panując cisza tylko pobudzała we mnie niepewność. Sam nie wiem, czego oczekiwałem. Zwróciłem  wzrok na jej delikatną i spokojną twarz. Wciąż odczuwałem ciężar jej głowy spoczywającej na moim ramieniu, a jej klatka piersiowa unosiła się miarowo w górę i w dół. Znalazłem przyczynę braku odpowiedzi.
Okryłem ją kocem, układając wygodniej wzdłuż kanapy. Kątem oka dojrzałem czarną koronkową bieliznę. Wyglądała w niej naprawdę seksownie i kusząco. Jeśli to miał być strój dla mnie, nie mogę jej tego odpuścić. Chciałbym zobaczyć jak unosi nade mną biodra otulone tym kusym materiałem.

W powietrzu unosił się aromat zielonej herbaty, która wciąż stała na stoliku.

<<>> 

            Obudził mnie potworny ból głowy i poranny budzik przed pracą. Miałam okropny sen, w którym Kiba znalazł moje nowe mieszkanie i znów wlazł z butami w życie. Przetarłam dłońmi twarz, próbując się rozbudzić i odgonić nieprzyjemnie pulsujące uczucie w skroniach.
            Szurałam kapciami w stronę lodówki, by ostatecznie dowiedzieć się o deficycie żywności jaki w niej panował. Miałam jeszcze chwilę zapasu, by zdążyć przed pracą zrobić małe zakupy. Nie zwlekając wiele, ponaglona przez burczący żołądek ruszyłam do łazienki, a następnie ubrana i gotowa szukałam kluczy z mieszkania. Zawsze odwieszam je na specjalnym haczyku, który niewiadomo z jakich powodów był zupełnie pusty. Zwróciłam się w stronę żółtej samoprzylepnej karteczki przyklejonej na drzwiach. Przeczytałam jej treść, widocznie zapisaną męskim charakterem pisma. W tym momencie dotarło do mnie, że sytuacja z Kibą wcale nie była snem. To wszystko działo się naprawdę i w jednej chwili poczułam okropne przewroty w żołądku. Strach ogarnął całe moje ciało. Oparłam się drżącą dłonią o drzwi, starając się powstrzymać odruchy wymiotne. Przyłożyłam czoło do chłodnej framugi, spokojniej łapiąc oddech.
            Sasuke zostawił mi wiadomość, że wyszedł wcześnie i zostawił klucz pod doniczką na korytarzu. Byłam mu wdzięczna, że nie zostawił otwartych drzwi i mnie na pastwę złodziei.

<<>> 

            Marszcząc czoło skupiałam się na odnalezieniu najładniejszej czerwonej papryki. Czułam się rozdrażniona i poirytowana, ponieważ obserwując każdą kolejną miałam wrażenie, jakby do tego sklepu dostarczano najgorsze produkty, bądź wszystkie kobiety przemacały je i ugniotły swoimi wścibskimi paluchami.
             Jest! Dojrzałam dużą czerwoną paprykę idealną na moje wyimaginowane standardy. Odsuwając duży kartonowy pojemnik dostałam się do wypatrzonego okazu. Nie interesowały mnie spojrzenia ludzi, którzy pewnie bez zastanowienia pochwyciliby pierwsze lepsze warzywo.
- Naprawdę jesteś inna. – Usłyszałam cichy śmiech. Uniosłam wzrok, a moje spojrzenie utknęło na czerwonowłosej asystentce Sasuke.
            - Nie rozumiem twojej aluzji – wymamrotałam, wrzucając paprykę do koszyka. Spojrzałam na zegarek, który podpowiadał mi, że mam jeszcze dobre dziesięć minut na wybranie odpowiednio chrupiącej bagietki. Przesunęłam się wzdłuż regałów przystając przy półkach z płatkami śniadaniowymi. W tym momencie mogę przyznać, że jestem wybredna.
            Uwielbiam miodowe. I właśnie na miodowe miałam ochotę. Wertowałam kolejno paczki, dostrzegając swój cel na najwyższej półce w sklepie. Naburmuszyłam policzki wzrokiem przewiercając opakowanie płatków, jakbym miała przyciągnąć je telepatycznie. Przydałby się Sasuke i jego długie ręce. Zarumieniłam się na myśl o jego silnych ramionach i zwinnych palcach. Boże. Nawet w sklepie myślę o jego erotycznych zaletach.
            - Masz dziwny kolor włosów. – Znów do moich uszu dobiegł ten kobiecy głos. Uniosła rękę, a następnie wyciągnęła miodowe płatki. Wpatrywała się dłuższą chwilę w moje różowe kosmyki.
            - Dzięki. – Zawstydzona wyciągnęłam dłoń, by odebrać paczkę.
            - Lubię miodowe. – Uśmiechnęła się zadziornie, oddalając rękę z płatkami.
Kipiałam ze złości. Może igrać sobie z Sasuke i próbować tych swoich podchodów, ale chyba nie wiedziała, z kim nie powinna zadzierać. Otwierałam usta, by wygarnąć jej jednym ze swoich uszczypliwych komentarzy, gdy wrzuciła do mojego koszyka miodowe przysmaki.
            - Karin. – Machnęła dłonią, wymijając mnie. Dziewczyna miała charakter. Zupełnie mnie zaskoczyła. Nie była jedną z tych kobiet, które lgną do Sasuke za cenę własnej godności. Ona wiedziała, czego chce i dążyła sprytnie do celu. W pewnym sensie poczułam w niej bratnią duszę. Myślę, że i ona odczuła dziwne połączenie między nami. Uśmiechnęłam się pod nosem, a następnie wymamrotałam ledwo słyszalnie swoje imię.

_____________________________________________________________________________
 
Oto i jestem z nowym rozdziałem! Mam nadzieję, że jeszcze was nie zanudziłam i znajdą się osoby do dalszego czytania mojego opowiadania. Zostawcie komentarz! 

Dzieki Blue za poprawianie moich głupot ;* 
Buziaki :)

środa, 2 sierpnia 2017

18. Stare nowości

6 komentarzy:


- Jakieś nowości? – spytała Ino, popijając łyk zielonej herbaty.
- Dziękuję. – Odebrałam filiżankę kawy od młodego kelnera. Uśmiechnął się wesoło w naszym kierunku, puszczając oczko.
            Przyzwyczaiłam się, że w towarzystwie Ino mężczyźni zmieniali się w obsesyjnych kochanków. Była piękną kobietą, dlatego miała ogromne powodzenie.
 - Ten kelner chyba na ciebie leci Sakura – wyszeptała, szturchając mnie łokciem w bok.
 - Proszę? – Zaskoczona spojrzałam na wyszczerzoną przyjaciółkę. – Oszalałaś. On zalecał się do ciebie – zaśmiałam się i ponownie spojrzałam w kierunku nawet przystojnego mężczyzny.
- Jest w ciebie wpatrzony jak w obrazek różowa! Nie dostrzegasz tego?! – Prawie krzyknęła, na co natychmiast przytknęłam jej dłoń do ust.
- Ciszej! Nie jesteśmy same w restauracji. – Czułam, jak moje policzki zaczynają piec ze wstydu.
            Czekałam tylko na zażenowaną reakcję obgadywanego przez nas faceta.
- Nie mów, że ci się nie podoba. – Blondynka wytknęła mi przed twarz widelczyk od ciasta. Gdy tylko zaszła w ciążę, jej kubki smakowe znacznie wyostrzyły się na wszelkiego rodzaju smakołyki. Czasami miałam wrażenie, że mieszkała w zamku z piernika, ponieważ zawsze miała na sobie choć jeden okruszek.
- Nie jest zły. Problem w tym, że ja nie jestem zainteresowana. – Odparłam jej atak sztućca swoją drobną łyżeczką. - Ty naprawdę wpadłaś po uszy. Może, dlatego, że Uchiha jest mega przystojny - burknęła, popijając kolejny łyk. – Jest chociaż dobry w łóżku? – Uniosła na mnie wzrok, a ja czułam, jak jej ciekawska natura wypala mnie na wylot.
- Ino! – Zakrztusiłam się słodkim rogalikiem, którego właśnie miałam okazję skosztować.
- Nie ukrywaj przed nami takich nowinek! Ubrałaś już dla niego tę seksowną bieliznę? – Poruszyła zabawnie brwiami na wspomnienie mojego kusego odzienia, które kiedyś dostałam od byłego faceta.
- Oczywiście, że nie! Gdy tylko wyjechałam, wszystkie prezenty od Kiby wyrzuciłam do śmieci. Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. – Obruszyłam się, łapczywiej wgryzając w kawałek croissanta. – I tak. Seks z nim jest niesamowity – odpowiedziałam dumnie.
- A ty, co o tym sądzisz Hinata? – Blondynka zwróciła się w kierunku przysłuchującej się przyjaciółce, która starannie mieszała cukier w swojej filiżance.
- Nie wiem. Nie spałam z nim – wymamrotała, a jej twarz zaczynała robić się zaczerwieniona. Spojrzałam pytająco w stronę Ino i w jednej chwili wybuchłyśmy śmiechem. – Nie o to mi chodziło! Pytam, co sądzisz o Sasuke.
            - Bardzo mi pomógł. Może nie jest taki zły? – odpowiedziała Hyuga, odstawiając na bok pusty talerzyk. Idealnie czysty. Zaczęłam się zastanawiać, czy nie wylizała go w trakcie naszej dyskusji.
- Ciekawe jaki jest Naruto w tych sprawach? – Ino uśmiechnęła się zadziornie, kątem oka zerkając na naszą przyjaciółkę, która na wspomnienie imienia Uzumakiego natychmiast zesztywniała. Jej ciało napięło się, a policzki pokryły mocną purpurą.
            - Myślisz, że Sasuke ma kogoś na boku? – Wypaliła Hinata, próbując odwrócić od siebie temat rozmowy.
            - Ma czy nie. – Blondynka podniosła się z miejsca i położyła banknot na stole. – W każdym razie musimy dopilnować, żeby żadnej innej sobie nie szukał.
            Dojrzałam ten przerażający błysk w jej oczach. Ona miała plan, a ja miałam wszelkie podstawy, by się bać. Pomysły Ino są niezrównoważone i niebezpieczne!

<<>> 

            Od rana byłem zawalony robotą. Zupełnie jakbym siedział za sterami swojego biurka i płynął przez może papierów. Dlaczego sądziłem, że będąc szefem samym dla siebie, będę miał pod kontrolą swój prywatny czas?
            Do moich uszu dobiegło pukanie do drzwi. Jednym słowem zaprosiłem osobę do środka.
            - Panie Uchiha mam kilka dokumentów, na których potrzebuję pańskiego podpisu. – Spojrzałem na swoją seksowną asystentkę. Jej biust był jak zwykle doskonale wyeksponowany, a spódniczka standardowo zbyt krótka. Jej zgrabne nogi szybko przemieszczały się po panelach w biurze.
- Gdzie mam podpisać? – Wyciągnąłem długopis, skupiając się na podsuniętym papierze.
            - Tutaj. – Wskazała palcem, pochylając się bliżej blatu biurka. – I tutaj też. – Dłonią sunęła po jego drewnianej powierzchni.
            - Dzięki Karin – odpowiedziałem, a następnie z ciężkim westchnieniem odchyliłem się na oparcie fotela.
            - Do usług. – Okręciła się zwinnie. – W czymś jeszcze mogę pomóc? – Szeptała mi do ucha nieprzyzwoite rzeczy. Przygryzając je, drażniła moją skórę. Złożyła na karku gorący pocałunek. Pewnie już dawno obróciłbym ją i wziął jak każdą inną. To dziwne, ale nie chciałem by kontynuowała swoją grę. Pochwyciłem jej nadgarstki, odciągając od siebie na odległość ramion.   
- Nie rób tego więcej. – Miałem wrażenie, jakbym zrobił coś złego. W głowie krążyły mi myśli o Sakurze, którą zabolałby fakt, że zabawiam się z innymi kobietami. Nie wiem, kiedy zaczęły interesować mnie jej uczucia. Chyba nareszcie do tego dojrzałem.
            - Przecież lubisz to Sasuke – oburzyła się, wykrzywiając uśmiech w lekkim grymasie.      Teraz poczułem, jak wiele przyjemności sprawia mi wypowiadanie mojego imienia przez Haruno. W ustach innej te słowa tracą blask.
            - Lubię. Ale już nie z tobą Karin. Mam kogoś. – Powróciłem do papierkowej roboty.
            - Ty kogoś masz? Nie żartuj. Nigdy nie myślałeś o nikim na poważnie. – Zaśmiała się.
            - Masz jeszcze jakieś dokumenty do podpisania? – Nie miałem zamiaru odpowiadać. Nie muszę tłumaczyć się przed nikim, z kim i w jakim celu się spotykam.
             - To wszystko. – Odwróciła się na pięcie, zatrzaskując za sobą drzwi.
            Wypuściłem zalegające powietrze z płuc. Starałem się opanować narastające nerwy i nieprzyjemne odczucie głodu w żołądku.

<<>> 
           
Nie potrafiłam opanować ogarniającej mnie euforii. Uśmiech sam cisnął mi się na usta, gdy tylko spojrzałam na drobną, szarą torebkę śniadaniową. Do moich nozdrzy dobiegał cudowny zapach świeżego pieczywa. Widząc, w jakim pośpiechu Sasuke wychodził do pracy, postanowiłam zrobić dla niego zapomniany lunch. Owszem, mógłby bez problemu wyjść na miasto coś zjeść, bądź poprosić o to asystenta, jednak sama możliwość ponownego ujrzenia jego cudownie czarnych tęczówek, popychała mnie w stronę jego biura. Ciekawe czy był już głodny? Mam nadzieję, że nic nie zamówił.
            Stąpałam z nogi na nogę, próbując przyśpieszyć mozolnie nadjeżdżającą windę. Rozanielonym spojrzeniem badałam eleganckie wnętrze jego firmy. Właściwie to pierwszy raz, kiedy postanowiłam odwiedzić go w pracy. Nie mogłam nic złego powiedzieć, ponieważ biel doskonale komponowała się z czarnymi elementami dekoracji. Patrząc na wystrój, mogłam odczuć dwa odrębne charaktery właścicieli. Naruto był jak biel, natomiast Sasuke niczym stonowana czerń – tajemniczy i cholernie przykuwający uwagę.
            - Cześć Sakurka! – Usłyszałam jak zwykle roześmiany głos Uzumakiego. – Idziesz do Sasuke? Czy to kanapki z pomidorem?! Pycha.
            Klepnęłam jego łapczywie zbliżające się dłonie. Właśnie próbował, podebrać mi, zrobione od serca jedzenie dla Uchihy. Byłam gotowa walczyć jak lwica o swoje młode.
            - Za co? – Przybrał posępną minę, masując zaatakowany nadgarstek.
            - Sasuke zapomniał lunchu, dlatego postanowiłam mu go przynieść. Nie mogę pozwolić, byś zjadł go po drodze – skwitowałam, machając z dezaprobatą głową.
            Naruto w milczeniu uśmiechał się od ucha do ucha, a ja wiedziałam, jak wiele informacji właśnie sobie dopisał.
            - Mam jeszcze jedzenie od Hinatki. – Drzwi długo wyczekiwanej windy otworzyły się, a ja nie czekając, pozwoliłam sobie do nich wskoczyć. – Zajmij się nim – dodał, po czym przycisnął guzik piętra, nie wchodząc do środka. Zdziwiona zamrugałam parę razy, spoglądając przez zamykające się drzwi i rozbawione niebieskie tęczówki.
            - Dobrze – wyszeptałam cicho, gdy poczułam, że unoszę się w górę. To były trzy piętra, a winda jakby dostała solidnego kopa. Z każdym kolejnym mijanym numerem, moje nogi stawały się miękkie jak z waty. Przytrzymałam się dłonią poręczy, by spróbować opanować narastającą we mnie niepewność. Czy ja powinnam tak bardzo pchać się w jego prywatność? Jeżeli on nie chce mnie widzieć w swoim biurze? W końcu jest w pracy. Może ma ważne spotkanie albo wyszedł. Co wtedy zrobię? Poczekać na niego, czy zostawić do przekazania?
            Odwróciłam się w stronę szerokiego lustra, które wskazywało moje przerażone spojrzenie. Weź się w garść Sakura. Zdecydowanie za dużo myślałam. Przetarłam dłońmi twarz, poprawiając włosy za ucho. Przerzuciłam dłuższe kosmyki za plecy i wyprostowałam całą sylwetkę. Na pewno nie mogę wejść tam jak ostatnia ofiara losu. Drzwi otworzyły się, a ja już pewniejszym krokiem, przeszłam przez próg trzeciego piętra. Wydawało się zupełnie inne niż cała firma. Pomieszczenie było obszerne i całkowicie opustoszałe. Nijak miało się do harmidru, który panował na parterze. W powietrzu unosił się specyficzny męski zapach, zmieszany jednak z przesłodzonym kobiecym perfum. Skierowałam się w stronę otwieranych drzwi.
            - To wszystko. – Usłyszałam, gdy wysoka i zgrabna kobieta wyminęła mnie w progu. Nie dało się uniknąć konfrontacji wzrokowej. Z tej odległości natychmiast rozpoznałam w niej właścicielkę rażącego zapachu. Miała wysokie szpilki, dlatego musiałam lekko zadrzeć głowę w górę, by nie wylądować wzrokiem na nieźle podniesionym biuście. W takich momentach czułam się zażenowana i pełna kompleksów. To niesprawiedliwe, że wszystkie kobiety świata zostały obdarowane tak cudownymi cyckami poza mną! Gdzie stałam, gdy ustawiała się kolejka po odbiór biustu? 

            Otwierałam usta, by cokolwiek z siebie wydusić. Zauważyłam charakterystyczne kobiece spojrzenie. Lustrowała moją drobną posturę, ironicznie się przy tym uśmiechając. Mimowolnie poczułam się mała. Ścisnęłam dłonią ramię poddając się jej analizie.
            - Zgubiła się pani? – spytała, gdy przerzuciłam wzrok w stronę drzwi gabinetu, z którego wyszła z zauważalnym hukiem.
            - Oczywiście, że nie – skłamałam. – Do Uchihy Sasuke. Czy może się pani przesunąć? – burknęłam, próbując wyminąć stojącą wywłokę. Ewidentnie kobieta nie trafiła w mój przyjacielski gust.
            - Sasuke jest zajęty. Coś przekazać? – odpowiedziała, szczelnie przysłaniając przejście. Kipiałam ze złości, gdy usłyszałam, jak go nazwała.
            - Poradzę sobie. – Uniosłam niebezpiecznie głos. Ona nie zdawała sobie sprawy, z kim miała zamiar zadrzeć. Jeszcze moment, a zdarłabym z jej twarzy ten drażniący uśmiech.
            - Sakura? – Do moich uszu dotarł jego stanowczy głos. Mężczyzna, który wprawiał w szaleńczy taniec moje serce. Uśmiechnęłam się kpiąco, nie spuszczając wzroku z oburzonej damulki. - Co tu robisz? – spytał, stojąc w progu pomieszczenia.
            - Możemy porozmawiać? – Wychyliłam się zza ramienia, stojącej przede mną przeszkody.
            - Jasne. Karin, nie masz nic do roboty? – Jego ton był chłodny i mocno zaakcentowany. Musiała zauważyć, że stała się zupełnie zbędna w tym towarzystwie, dlatego z lekkim prychnięciem odeszła w przeciwną stronę. – To coś ważnego? Jestem zajęty, a ty chyba nie powinnaś tu przychodzić? – Wciągnął mnie do środka, jednym silnym pociągnięciem za nadgarstek. Było to tak nagłe, że ledwo utrzymałam równowagę. Jego skóra paliła mnie swoim ciepłem.
            - Chyba, że stęskniłaś się za moim małym przyjacielem? W takim razie jestem do usług. – Uśmiechnął się zadziornie, przylegając swoim ciałem do mojego. Naparł na mnie tak, że pod plecami czułam chłodną powierzchnię ściany. Oddechem muskał moje usta, a dłonią sunął po prawym udzie.
            - To bardzo kuszące – szeptałam przerywanym głosem, gdy podgryzał kawałek ucha. – Ale jestem tu w innej sprawie. Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, spoglądając na rozpalone iskierki w jego oczach. I ja nie byłam dłużna. Nie potrzebowaliśmy wiele, by darzyć się niespożytymi pokładami pożądania. Byliśmy sami. Tylko ja, Sasuke i jego pusty gabinet. Jak bardzo chciałam wypróbować ten futrzany dywan koloru ecru, który rozpościerał się na samym środku podłogi.  

            Czytając mi w myślach, jak tylko Uchiha potrafi najbardziej,j z niewiarygodną lekkością uniósł mnie na ręce, by następnie położyć na miękkiej ozdobie. W dotyku był jeszcze lepszy, niż mogłam sobie go wyobrażać. A będzie jeszcze ciekawiej, gdy będę mogła go testować razem z Sasuke i jego „małym przyjacielem”.
            - To może poczekać – wymamrotał między pocałunkami. Składał je na każdej części mojego rozgrzanego ciała. Dłońmi sunął zachłannie po tali, pozbywając się kolejno zbędnej odzieży. Byłam wdzięczna, że w przypływie emocji nie roztargał jej na kawałki. Nie widziało mi się wracać nago do domu. Podciągnął moje biodra bliżej siebie, a nasze ciała komponowały się ze sobą idealnie. Jakbyśmy byli stworzeni tylko dla siebie. Stworzeni do porywającego i wspaniałego seksu.
            - Zaczekaj – Przytrzymałam jego nadgarstek, gdy miał wsunąć się we mnie i przynieść nam cudowne ukojenie.
            - Coś nie tak? – Przechylił lekko głowę w bok, przybierając zakłopotaną minę. Wyglądał cholernie uroczo.
            - Chciałabym coś spróbować – odpowiedziałam, ciągnąc go niżej ziemi. Nie spodziewałam się, że tak łatwo przyjdzie mu poddać się moim poczynaniom. Z zainteresowaniem lustrował każdy mój krok i gdy tylko znalazłam się w pozycji dominującej,  otaczając udami jego biodra, uśmiechnął się zadziornie i zacisnął na nich swoje męskie dłonie. Pochwyciłam do ręki nabrzmiałe przyrodzenie, by zbliżyć je do siebie. Był całkowicie gotowy na naszą zabawę. Czułam, jak wchodzi w głąb mnie wypełniając całą przestrzeń. W tej pozycji pochłaniałam go całego, czując każdy twardy milimetr jego ciała. Poruszałam się powoli i systematycznie, by oswoić się z nową sytuacją. Jeszcze bardziej pobudzał moje czułe punkty, doprowadzając moją wewnętrzną ja do szaleństwa. Przyśpieszyłam, a mój oddech zmieszał się z energicznymi ruchami bioder. Sasuke bacznie mi się przyglądał. Miałam wrażenie, że chciał zapamiętać każdą sekundę. To dobrze, ponieważ właśnie zaczynałam się rozkręcać. Gdy chciałam dodać ruchom odrobinę pikanterii i pokręcić biodrami, wygięłam się, a z ust Sasuke wymknęło się ciche jęknięcie i głośniejsze już później soczyste przekleństwo. Przycisnął mocniej biodra, a ja poczułam, jak wypełnia mnie w spazmach przyjemności. Zaskoczona spojrzałam w jego kierunku. Był zdenerwowany i zażenowany. Dopiero zaczęliśmy, a on odpadł na pierwszej połowie. Starałam się hamować napływające salwy śmiechu. Głośno przeklinał swoją osobę.
            - Dobrze na ciebie działam. – Zachichotałam cicho, nie chcąc zdeptać jego męskiej dumy.
            - To był cios poniżej pasa, wiesz? – Obruszył się, a ja opadłam na niego zadowolona. Nie musiałam doznawać za każdym razem nieziemskich orgazmów, by być zadowoloną ze zbliżenia. Najwięcej przyjemności sprawiał fakt, że robiłam to właśnie z nim. I oczywiście mogłam dotykać i spoglądać na to umięśnione ciało i zawstydzone spojrzenie.
            Nasze oddechy zaczynały się stopniowo wyrównywać.
            - Więc? – Założył dłonie za głowę. – Po co właściwie przyszłaś?
            Zamrugałam parę razy, by w przypływie adrenaliny przypomnieć sobie cel mojej wędrówki.
            - A tak! – Pstryknęłam palcami, odnajdując zagubione myśli. – Przyniosłam ci lunch. Mam nadzieję, że jeszcze nie jadłeś? – spytałam, wyciągając przed nim torebkę śniadaniową. Na moment zapanowała cisza, a w pomieszczeniu nie było słychać nic poza naszymi oddechami. Czy poczułam się zażenowana? Tak. Czy bałam się jego pogardliwego tonu? Owszem. Czy miałam ochotę zapaść się pod ziemię? Z całą pewnością.
            - Rzadko jadam w pracy. – Odezwał się, w końcu odbierając z mojej dłoni mały pakunek. Otwierając go, cudowny zapach rozniósł się po gabinecie, pobudzając i mój żołądek. – Dzięki – dodał, dostrzegając moją zawiedzioną minę. Natychmiast się rozpromieniłam, spoglądając jak sięga po pierwszą kanapkę. Nie spuszczałam z niego wzroku, wyczekując pierwszego znaku niezadowolenia bądź aprobaty. Pierwszego kęsa, który zdradziłby mi jego opinię. Wytężałam wzrok, gdy pomieszczenie przeszył odgłos mojego burczącego brzucha.
            - Weź drugą. – Podał mi szare opakowanie z przygotowaną kanapką wewnątrz.
            - Nie mogę. Zrobiłam je dla ciebie – rzuciłam, próbując zacisnąć dłońmi głośny żołądek.        
            - Więc są zatrute? – Odsunął zabawnie jedzenie od buzi, nie robiąc tak długo wyczekiwanego przeze mnie kęsa.
            - Oczywiście, że nie! – krzyknęłam już lekko poirytowana. – Możesz mi już powiedzieć, czy ci smakuje?
            - Nie zjem, zanim ty nie spróbujesz. – Uwielbiał bawić się kosztem moich nerwów.
Pochwyciłam niechętnie kanapkę, by jednym dużym gryzem zaspokoić burczące odgłosy. O tak. Mój brzuch był bardzo zainteresowany. Nawet momentami podpowiadał mi, bym podgryzła trzymaną w rękach kanapkę Uchihy.
            - I? – ponagliłam go.
            - Z pomidorem? – mamrotał, przegryzając kolejne kęsy.
            - Tak. Smakuje ci?
            - Dlaczego tak bardzo chcesz to wiedzieć? Nie musisz się dla mnie starać. Nie musisz być idealna – odpowiedział, co nie usatysfakcjonowało mnie odpowiednio. Naburmuszyłam policzki, nie kryjąc swojego niezadowolenia.
            - To była najbardziej oklepana odpowiedź, jaką mężczyźni wciskają kobietom – burknęłam, zakładając ręce na klatkę piersiową. To tak, jakbym zapytała, którą sukienkę włożyć, a on odpowiedziałby, że w każdej wyglądam ładnie. Takie zdanie nie wnosiło nic do sytuacji.
            - Oklepana?
            - Tak. Oklepana – powtórzyłam i jeszcze mocniej podkreśliłam ostatnie słowo. To była cienka granica, a ja pozwoliłam ją sobie przekroczyć. Przycisnął mnie do podłogi i atakował najczulsze punkty.
- Uwielbiam pomidory. 

            Wiłam się ze śmiechu, próbując złapać oddech w tym nierównym boju. Miałam zamiar przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, łapiąc dłonią jego kark, gdy coś przykuło moją uwagę.
            - Co to jest? – spytałam, odgarniając palcami ciemne włosy. W jednej chwili poczułam, jak moje serce zaczyna się rozdzierać, a w głowie zamąciło się od snutych czarnych scenariuszy. Nie potrzebowałam żadnego słowa, by móc w umyśle dopowiedzieć sobie całą historię.
- Co masz na myśli? – Uniósł prawą brew. Nie wiedział, czy udawał głupka?
- To jest szminka Sasuke. Cholerna szminka. Robisz ze mnie kretynkę? – Położyłam dłonie na jego klatce piersiowej, próbując odepchnąć od siebie Uchihę. Zaskoczony przejechał ręką po szyi, a następnie spojrzał na czerwony ślad kosmetyku przetarty na palcach.
- Wiedziałam, że tak będzie. – Czułam, jak do moich oczu napływają łzy. – Nie potrafisz być uczciwy? Być fair w stosunku do mnie? – Pośpiesznie ubierałam się, by jak najszybciej uciec od tej żenującej sytuacji. Czułam się jak jedna z tych naiwnych kobiet, które podobno wykorzystywał.
- Mylisz się Sakura – zaprzeczał, powstrzymując mnie. Pochwycił mój nadgarstek i pociągnął bliżej siebie, zmuszając, bym odwróciła się w jego stronę. Odwróciłam głowę w bok, by nie patrzeć na jego twarz. Bolało mnie to. Nie potrafiłabym zdecydować.
- Ja nie chcę tak żyć. Nie chcę codziennie zastanawiać się, z kim i co teraz robisz. Ta niepewność wyżera mnie od środka Sasuke. – Łza popłynęła po moim policzku.
- Przysięgam, że nic się nie wydarzyło. Nie obchodzą mnie inne kobiety. – Przetarł kciukiem mokry ślad na mojej twarzy. Nie potrafiłam tego powstrzymać. Zatopiłam się w jego przepełnionym bólem spojrzeniu. Bólem zmieszanym ze strachem utraty bliskiej osoby. Mogłam wyczytać w tych oczach wszystko. Ponieważ on mi na to pozwolił.
- Boję się. Nie wiem, czy potrafię – wyszeptałam.
- Czy to nie ty chciałaś spróbować? – Uśmiechnął się pokrzepiająco, dłonią błądząc po moim drobnym ramieniu.
- Nienawidzę cię – odwzajemniłam uśmiech i wtuliłam się mocniej w jego tors. Czy uwielbiałam się do niego przytulać? Jasne, że tak! Czy czułam się pewniejsza swojego? Nie. Właśnie dlatego, przygotowałam z Ino coś specjalnego na wieczór! Postawie na swoim i na pewno nie odpadnę w przedbiegach. Uważajcie dziewczyny, bo Sakura Haruno wkroczyła do gry.
- Muszę iść zaraz do pracy – wymamrotałam w jego koszulkę. – Tak bardzo nie chcę.
- Odezwę się później – odpowiedział, spoglądając mi jeszcze raz głęboko w oczy.
- Czy między nami wszystko jest okej? – spytałam, właściwie samej sobie zadając to pytanie.
- Oczywiście.

<<>> 

Zaufałam mu. Dlaczego? Zupełnie nie mam pojęcia. Jest cholernie przystojny. Ale to jedna z wielu jego zalet. Kiedy przestałam kierować się rozumem? Serce kompletnie opętało moje trzeźwe myślenie. Kiedyś dawno pogoniłabym tego typu faceta. Pies na baby. Jednak było w nim coś, co nie pozwalało mi odejść. Chciałam więcej i więcej. 
Pewnym krokiem i z nową energią wkroczyłam w progi firmy. Miałam zamiar szybko uwinąć się z zaległościami, by móc wrócić do domu i przygotować się na spotkanie z Sasuke. Jednak teraz muszę powiedzieć pa pa temu przystojniakowi i wyciszyć myśli.
- Cześć piękna. Masz jakiegoś adoratora. – Usłyszałam ten szaleńczo wścibski głos Sasoriego.
- Chyba ostatnio masz za mało zadań, co? Tak bardzo ciekawi cię moje życie erotyczne? – Uśmiechnęłam się, zadziornie przygryzając wargę.
- Życie erotyczne z tobą nie może być łatwe – dogryzł mi, puszczając oczko. Lubiłam się z nim zgrywać. Pozwalał mi zapominać o trudniejszych dniach i przetrwać nawał pracy, jaki walił mi się na głowę. 

            Otworzyłam drzwi biura. Ku mojemu zdziwieniu nie znajdował się w pomieszczeniu żaden interesant, a ogromny bukiet kwiatów.
            - Od kogo? – Poruszyłam dłońmi liście, by znaleźć jakikolwiek liścik.
            - Nie mam pojęcia. Ale przyszedł dosłownie przed chwilą.
            - Zobaczmy. – Do moich rąk wpadła mała ozdobna karteczka.

„Przyjdę wieczorem”

            - Czyżby Pan Uchiha wydał na nie całą wypłatę? Musiały być drogie. – Zaśmiał się czerwono włosy, stojąc w progu moich drzwi.
            - Oh zamknij się. – Nie potrafiłam kryć swojego zadowolenia. Szczerzyłam się jak głupia do sera. Pewnie Sasuke chciał mnie udobruchać. Nie trzeba było. Postanowiłam mu zaufać. Ale tak cudowne kwiaty oczywiście są niesamowitą niespodzianką. Zafascynowana wąchałam cudowny zapach białych róż, który już rozniósł się po całym pomieszczeniu.
           
            Przysiadłam na kancie biurka, wyjmując telefon.
„Dziękuję. Są piękne”.  – Wysłałam sms do Sasuke, a następnie ogarnięta ich wonią przystąpiłam do  pracy. Aż chciało się pracować.

<<>> 

Rzuciłam klucze na komodę i opadłam ciężko na kanapę. Nogi nie dały mi zapomnieć o ciężkim dniu. Z radością zrzuciłam z nich wysokie szpilki, wykładając stopy na stolik. Odrobina relaksu. Myślami wróciłam do cudownego dopołudnia, a następnie kątem oka spojrzałam na leżące kwiaty. Powinnam wstawić je do wody. Niechętnie podniosłam się z siedziska, by następnie ułożyć w wazonie moje piękne róże. Sasuke! On może przyjść w każdej chwili! Natychmiast zerwałam się pośpiesznie do ogólnego ogarnięcia mieszkania. Nie mogę przyjąć go w tak zagraconych progach. Co on może o mnie pomyśleć? Wytarłam na oko trzydniowy kurz i poprawiłam firanki. Sprzątnęłam gazety leżące na wierzchu i nieumyty kubek z kawy. Zmywając naczynia, ostatni raz spojrzałam na całe pomieszczenie, by skinieniem głowy zaakceptować panujący „porządek”. 

Miałam konkretny plan na dziś. Jeśli Sasuke zamierzał przyjść, ja musiałam wdrożyć plan, który ułożyłam z Ino. Ruszyłam w stronę łazienki z zakupionym porannym pakunkiem.
Ino twierdziła, że faceta zdobywa się przez dobry seks i żołądek. Myślę, że kanapki ułatwiły mi dojście do pierwszej bazy, pora na drugą. Zasunęłam na uda ozdobną koronkę z dodatkowymi paseczkami oraz skompletowany do niej stanik. Poprawiłam piersi, uśmiechając się do lustra. Choć z początku skrępowana czułam się w tym dobrze. Yamanaka twierdziła, że jeśli jest facetem, na pewno doceni gest. A w jego męskość, to ja na pewno nie wątpiłam. Założyłam na siebie szlafrok, gdy po mieszkaniu rozległo się pukanie. W tym samym momencie otrzymałam sms’a. Telefon miałam pod ręką, dlatego pośpiesznie odczytałam wiadomość, podchodząc do drzwi.

„Nie wiem, o czym mówisz. 23:00 Park Marino” – Zupełnie nie rozumiałam wiadomości od Sasuke. To znaczy, że kwiaty nie były od niego? Zdziwiona poluzowałam łańcuch przy drzwiach, nie zaglądając wcześniej przez oczko. Przecież zawsze to robiłam. Nim zdążyłam otworzyć drzwi, te wykonały ruch jako pierwsze wytrącając mnie z zamyśleń o czytanym smsie. 
            - Co jest? – Zaskoczona uniosłam wzrok, gdy ujrzałam przed sobą mężczyznę. - Kiba?!


_________________________________________________________________

Cześć wam! Po urlopie przybywam z nowym rozdziałem! Mam nadzieję, że jeszcze o mnie nie zapomnieliście.  

Dziekuję Blue Bell za korektę :D 

Obserwatorzy

© Agata | WS
x x x x x x x.