poniedziałek, 23 kwietnia 2018

28. Coś tak kruchego

4 komentarze:
            - Myślę, że będzie wszystko dobrze. Stara się – odparłam szczerze. – Lepiej powiedz jak ci się żyje z Naruto? Nie masz już dość jego porywczego charakteru? – Zaśmiałam się pod nosem na wspomnienie Uzumakiego. Jeszcze nie miałam okazji od mojego powrotu spotkać się z przyjaciółmi, ponieważ cały czas spędzałam na sprzeczkach z Uchihą.
            - Naruto jest cudowny – westchnęła.
            Zaskoczona odwróciłam się w kierunku Hyuugi, która poprawiając róże w wazonie, starała się ukryć swoje zawstydzenie. Jej twarz przybrała mocny odcień purpury. 
            - Tylko nie mów, że jest idealny. Tacy nie istnieją – rzuciła Ino, stając w progu kwiaciarni. – Każdy ma wady, choćby niesprzątanie skarpetek! – Obruszyła się, jakby dawała nam do zrozumienia, co dziś robiła.
            - Myślę, że akurat na to można przymknąć oko – dodałam, co spotkało się z cichym śmiechem Hinaty.
            - Uwierz mi, jak będziesz się schylać w ósmym miesiącu, doskonale zrozumiesz, co miałam na myśli.
            Właściwie jak pomyślę, nigdy nie zauważyłam, by u Sasuke leżały jakiekolwiek skarpetki lub bielizna. Jego mieszkanie zawsze było schludne. Czułam, jak moje policzki zaczynają piec ze wstydu, gdy wyobraziłam sobie rozrzuconą bieliznę Uchihy i jego zagubiony wzrok. To mogłoby być nawet urocze. 
            - Ziemia do Haruno! Nie odpływaj księżniczko. – Ino machnęła mi parę razy dłonią przed twarzą, ściągając moje myśli na ziemię. – Tylko mi nie mów, że wyobrażałaś sobie Uchihę nago. To obrzydliwe. – Skrzywiła się teatralnie jak zwykle zmyślając połowę sytuacji.
            - Zgłupiałaś! – krzyknęłam, jakbym miała zaraz zapaść się ze wstydu. Wymachiwałam dłońmi, by odgonić od siebie te zbereźne wizje.
            Chwilę ciszy przerwał wibrujący w mojej kieszeni telefon. Wyjęłam go na moment, by rzucić okiem na wyświetlacz.
            - O wilku mowa. – Zaśmiała się blondynka, w jednej chwili odbierając mi moją własność.
            - Hej! Oddawaj! – Starałam się go odzyskać, ale lada między nami znacznie mi to utrudniała.
            - Nie szamocz się. Jesteś w ciąży. – Pouczyła mnie, z uśmieszkiem przeglądając wiadomość. – Sądziłam, że znajdę tu coś bardziej pikantnego. – Z rozczarowaniem odłożyła telefon na blat.

             Jak się czujesz?  

Odczytałam na głos wiadomość, a następnie przeleciałam krótki tekst jeszcze raz wzrokiem.
            – Tylko tyle? – wymamrotałam pod nosem. Właściwie nie powinnam spodziewać się po Sasuke czegoś bardziej romantycznego. Nigdy nie lubił rozmawiać przez telefon, a już na pewno nie męczyć się nad wymyśleniem jakiejś przyjemnej i miłej wiadomości. On był prosty i bezpośredni. Powinnam się już do tego przyzwyczaić.

Wszystko dobrze. Po pracy muszę podejść do lekarza, więc będę później w domu. Pewnie i tak szybciej od ciebie.
           
            Nie wiem, dlaczego włożyłam w tego smsa odrobinę irytacji. Może powinnam przestać być taka uszczypliwa? Gdy targały mną wyrzuty sumienia, niemal natychmiast przyszła wiadomość zwrotna. Czułam, jakby serce miało mi zaraz wyskoczyć z piersi.

Przyjadę po ciebie.

            Zaskoczona zamrugałam kilkakrotnie, by upewnić się, że właśnie to widzę na ekranie. Urwie się szybciej z pracy?

 Mogę zrobić sobie spacer. Nie jest to tak daleko.

            Naciskałam. Nie chciałam mimo wszystko, by traktował mnie jako swój obowiązek.

 To nie podlega dyskusji. O której kończysz?

 15:00

            Nie otrzymałam już więcej odpowiedzi.
            - A ty co tutaj robisz Ino? – wtrąciła się Hinata, docinając wstążkę do bukietu. Ciekawa uniosłam głowę na blondynkę, która przez dłuższy czas musiała mnie obserwować.
             - Idziemy z Sai’em zrobić potrzebne zakupy – odpowiedziała z uśmiechem, puszczając do mnie zalotnie oczko.
            - Jesteśmy już! – W progu kwiaciarni pojawił się Sai z dziecięcym wózkiem, w którym leżał mały blondynek. Wyglądali razem naprawdę uroczo. Niemal jednocześnie wychyliłyśmy z Hinatą głowy zza Ino, by móc podziwiać ten niespotykany widok. Byłam pewna w stu procentach, że każda pomyślała o tym, jak nieziemsko przystojny staje się mężczyzna z dzieckiem. Jeszcze, kiedy jest to twój mężczyzna z waszą pociechą.
            - Będę uciekać. Upewnijcie się, że wszystko pozamykacie. – Odwracając się, posłała nam dłonią niewidzialnego buziaka, a ja wciąż nie potrafiłam się pozbierać, po tak sporej dawce uroku.

<<>> 

            Zaciskałam dłonie na udach, niespokojnie gniotąc materiał spodni. Od czasu do czasu moja noga ze zdenerwowania uderzała z natarciem o posadzkę. Czułam, jak żyłka niebezpiecznie pulsuje mi na szyi dając znać, że jestem na granicy cierpliwości. Spojrzałam na zamyślonego Uchihę, próbując dostrzec na jego twarzy podobne emocje do moich. Siedział wyprostowany, prawdopodobnie myśląc nad czymś głęboko. Czy tylko mnie irytowała ta sytuacja? Sama naciskałam na wizytę w publicznej placówce, ponieważ nie stać mnie na prywatnych lekarzy, a nie mogę tak bardzo polegać na pieniądzach Sasuke. Z lekkim wyrzutem przystał na mój pomysł. Pewnie nie chciał się już dłużej kłócić. Ta ciężka sytuacja mnie też już przytłaczała. Ostatnio stosunki między nami nieco się poprawiły, dlatego chciałam dać z siebie wszystko, by ich nie zepsuć.
            Poprawiłam się niemrawo na drewnianym krzesełku. Jeśli w ogóle kawałek deski z oparciem można było nazwać krzesełkiem. Nie czułam się dziś najlepiej, a siedzimy w poczekalni już dobrą godzinę. Do tego powietrze było duszne, a atmosfera panująca wkoło dość przytłaczająca.
            Rozejrzałam się po kilku paniach, które również zajmowały niewygodne miejsca, a na ich twarzach dostrzegałam, że twarde siedzisko nieźle daje im się we znaki. Niektóre wciąż miały płaskie brzuchy jak sprzed ciąży, a niektóre były już jedną nogą na porodówce. Skupiłam całą swoją uwagę na dwóch kobietach, które nie zwracając uwagi na innych, bezceremonialnie rozmawiały na cały korytarz. Gdy tylko nasze spojrzenia się spotkały, uniosłam zdenerwowana brew ku górze. Ciśnienie podniosło się we mnie, gdy usłyszałam, że tematem dyskusji jest obecność moja i Uchihy. Czy ludzie nie mają za grosz wyczucia? Perfidność tych kobiet doskonale odbijała się na mojej piekącej ze złości twarzy.
            - Słyszałam, że jakaś złapała go na dziecko. Czyli to jednak prawda  – szeptały, a ja z całych sił starałam się opanować wrzącą we mnie frustracje.
            Spoglądałam w pustą ścianę naprzeciwko mnie, próbując w myślach zagłuszyć ten głupi bełkot.
            - Przy takim trybie życia to było nieuniknione.
            Panującą ciszę, przerywaną dość słyszalnymi szeptami zagłuszył telefon Uchihy.  Niemal  natychmiast wyszukał go w kieszeni spodni, odbierając połączenie.
            - Uchiha – odezwał się do słuchawki.
            Jego głos był obojętny i dość formalny. Pewnie dzwonił ktoś z firmy, a po skończonej rozmowie Sasuke powie mi, że musi wracać. Spuściłam wzrok, spoglądając na swoje buty.
            - Widać, że nie darzy jej szczególnym uczuciem. – Do moich uszu znów dobiegły te perfidne szepty. Granica mojej wytrzymałości praktycznie się zacierała.
            - Musisz to załatwić. Nie będzie mnie już dziś w firmie. – Sasuke zakończył rozmowę, a ja nieco odetchnęłam z ulgą. Nic nas nie łączy? Obserwuj ty stara pruchwo.
            Niepewnie wsunęłam dłoń za ramię Uchihy, zaciskając się na jego ciele. Nawet przez materiał eleganckiej marynarki, potrafiłam wyczuć jego umięśnione ciało. Może i było to dziecinne i chciałam udowodnić swoje, ale kto by wtedy o tym myślał? Chciałam im pokazać!
            Sasuke natychmiast spojrzał na mnie zaskoczony, unosząc brwi w górę. Nie lubił publicznie okazywać uczuć, a mimo to nie odtrącił mojej ręki. Wypuścił jedynie powietrze z płuc, a ja dostrzegłam jego delikatny zadziorny uśmiech, który był skierowany jedynie dla mnie. Jego mimika twarzy mówiła, że dokładnie wie, o czym myślę.
            Po krótkim czasie do naszej zaciążonej i dusznej poczekalni dołączyła kolejna kobieta, a wraz z jej przyjściem drzwi do ginekologa otworzyły się, a z wnętrza dobiegł nas głos lekarza. 
            - Następna, proszę – zawołał z obojętnym głosem.
Podniosłam się niemal na zawołanie, mając nadzieje, że nareszcie przyszła moja kolej, a męczarnie Uchihy wkrótce zostaną zakończone.
             - Już idę – odezwała się kobieta, która przyszła jako ostatnia.
            - Przepraszam, ale teraz moja kolej. Czekam już właściwie ponad godzinę. – Wtrąciłam, starając się przybrać jak najżyczliwszy wyraz twarzy.
            -  Mam numer siedemnasty, a pani? – Obruszyła się, dłonią masując brzuch. Zupełnie jakby chciała mi pokazać, że jest kobietą w ciąży i należy ją przepuścić. Kim ja jestem do cholery?!
            -  Dziewiętnasty. Lekarz woła w kolejności przyjścia, a nie numerkami. – Założyłam dłonie na biodrach.
            - Przepuść ją! Nie widzisz, że pani jest w zaawansowanej ciąży i tego wymagałaby kultura? – burknęła na mnie kobieta, która jeszcze przed chwilą obmawiała moje stosunki z Sasuke. To był moment, w którym moja cierpliwość przekroczyła granicę.
            - Słuchaj no. Czekam tu jak każda z nas. Ja też jestem w ciąży i mam prawo nie czuć się najlepiej. Jeśli chcesz zachować ten parszywy uśmiech, to lepiej nie wchodź mi w drogę. – Niemal natychmiast znalazłam się przy jazgoczącej kobiecie, która już w tym momencie niemal krzyczała, jak karygodne zachowanie przedstawiam.
            - Już wiadomo, dlaczego poleciała na takiego palanta. Są jak dwie krople wody. – Zaśmiała się w kierunku koleżanki, która również mierzyła mnie wzrokiem. Szykowałam już całą wiązankę niestosownych słów, jaką układałam wcześniej w myślach, spokojnie zajmując swoje miejsce. Wtedy udawałam, że nie słyszę tych głupich słów, ale teraz nie miałam zamiaru odpuścić.  W tej samej chwili poczułam, jak męska dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku.
            - Wystarczy Sakura. Chodźmy – rzucił Sasuke, ciągnąc mnie nieco w tył. W jego oczach mogłam dostrzec wrzącą złość, którą starał się jakoś zdusić. – Nie powinnaś się denerwować z tak głupich powodów. – Spojrzeniem zlustrował obie kobiety, dając im do zrozumienia, że nie powinny już nic więcej mówić.
            Nim się zorientowałam, byłam już ciągnięta za rękę, widząc jedynie jego szerokie plecy.

<<>> 

                        Chciałem zabrać ją jak najszybciej. W swoim stanie nie powinna się denerwować. Choć takie słowa były mi obojętne i całkowicie po mnie spływały, wiedziałem, że od początku Sakura bierze sobie wszystko do serca. Nie jest przyzwyczajona do perfidności ludzi. Wciąż łudzi się, że każdy będzie życzliwy w stosunku do nas, a związek ze mną to jak bajka o rycerzu w lśniącej zbroi. Narobiłem sobie złych opinii, a ona stwierdziła, że będzie je dźwigać razem ze mną. Nigdy więcej nie chcę słuchać, jak ktoś obraża moją kobietę.
            Czułem, jak moje ciało przechodzą dreszcze, gdy tylko wydostaliśmy się z tego budynku. Zaczerpnąłem świeżego powietrza, uspokajając umysł.                  
            Puściłem dłoń Haruno i bez słowa wybrałem numer w telefonie, przykładając go do ucha.
            - Dziękuję. – Usłyszałem jej cichy głos, a dłońmi przyciągnęła się bliżej mojego ramienia. Zaskoczony spojrzałem w jej kierunku.
            - Za co? – Czułem, jak zaciska się mocniej, a jej piersi zaczęły niebezpiecznie przylegać do mojego ciała. Dopiero teraz zauważyłem, że ich rozmiar musiał się nieco zwiększyć.
            - Że mnie stamtąd zabrałeś – wymamrotała. – Pewnie zrobiłabym większą awanturę. Nie pozwolę, by ktoś obrażał mojego faceta! – Przyjęła zabawną bojową pozę, zaciskając w górę pięść.
            - Nie mogę cię rozgryźć. – Zaśmiałem się, spoglądając, jak mocno wyciska policzki z naburmuszenia.
            - Gabinet ginekologiczny, Tsunade słucham? – Usłyszałem głos w słuchawce.
            Po krótkiej rozmowie rozłączyłem się, przyciągając Haruno. Położyłem ramiona na jej barkach, a następnie przytuliłem do siebie. Poczułem, jak jej brzuch lekko styka się z moim, a ona wtuliła głowę w moją szyję.
            - Najważniejsza dla mnie osoba, zasługuje na najlepszą opiekę – wyszeptałem jej do ucha.

<<>> 

            - Usiądź Sakura. – Posłusznie wykonałam polecenie kobiety, zajmując miejsce na fotelu obok niej. Nie mogłam przestać się nadziwić, że darmowe i prywatne gabinety dzieli tak niewyobrażalna przepaść. Miałam wrażenie, że ta kobieta była tu wyłącznie dla mnie,
a fotel, w którym siedziałam, był tak miękki, że niemal się w nim zapadałam. Nawet te wszystkie sprzęty wyglądały, jakby błyszczały. Wręcz krzyczały, jak bardzo są drogie. Czy było mnie stać na taki luksus? Wymownie spojrzałam na Sasuke, który stał pod ścianą, bacznie mnie obserwując. Jakby czytając mi w myślach, uśmiechnął się zadziornie pod nosem.
            - Dawno cię nie widziałam Sasuke. Wyrosłeś. – Kobieta uśmiechnęła się pogodnie
w jego kierunku. Wychodzi na to, że kiedyś musieli się znać. Może wizyta jest po znajomości? Skarciłam się za te myśli. Marnuję czas tej miłej kobiety. To byłoby nie w porządku.
            - Połóż się Sakura, zrobimy USG. Zostaniesz Sasuke? – spytała, nawet na niego nie spoglądając. Zupełnie jakby znała odpowiedź. – Głupie pytanie. Na pewno chcesz zobaczyć swoją córkę.
            Nakładała chłodna maść na mój odsłonięty brzuch. Skrzywiłam się nieco, a ciarki przeszły po moim ciele.
            - To ją boli? – Usłyszałam głos Uchihy, który w jednej chwili znalazł się tuż obok mnie.
            - Jesteś nadopiekuńczy, wiesz? Twój ojciec był dokładnie taki sam. – Zaśmiała się kobieta. Jednym ruchem musnęła mazidło na policzek Uchihy, co spotkało się z jego parsknięciem. O dziwo nie był zły. – To tylko zwykł żel do USG. Jest nieco chłodny. Zobaczmy – mruknęła, przykładając urządzenie do brzucha.
            Na ekranie pojawił się czarno-biały obraz. Poruszał się w zależności od tego, gdzie Pani Tsunade się kierowała. – Wasza córka to okaz zdrowia. Rozwija się w odpowiednim tempie. To już prawie szósty miesiąc, więc dbaj o siebie pani mamo. – Uśmiechnęła się do mnie promiennie.
            Jeszcze raz spojrzałam na monitor, który pokazywał delikatne ciałko naszego dziecka, a następnie przerzuciłam wzrok na Uchihę. Był jakby sparaliżowany. Lustrował uważnie każdy jej drobny ruch. Nie potrafił oderwać wzroku. Czułam, jak łezka zakręciła się w moim oku, a po chwili spłynęła po policzku. Byłam taka szczęśliwa.
            Kciukiem otarł z mojej twarzy tę delikatną oznakę radości, a drugą dłoń zacisnął na mojej. Nie musiał nic mówić, a widziałam, jak wielkie emocje nim targały. Mocniej uścisnął moje przedramię, a po chwili wstał, odwracając twarz.
            - Zaczekam przy drzwiach – wymamrotał, wychodząc z gabinetu.


            - Bardzo dziękuję, że mnie pani przyjęła. – Ukłoniłam się. Byłam tej kobiecie wdzięczna z całego serca. Po wyjściu Uchihy rozmawiałyśmy jeszcze chwilę. Dowiedziałam się, że Pani Tsunade zajmowała się matką Sasuke, gdy była z nim w ciąży. Dopatrywała go właściwie od małego. To musi być niesamowite, gdy teraz ma możliwość zająć się dzieckiem Sasuke i moim, a ja jestem szczęśliwa, że to właśnie ona nam pomoże.
            - Prosiłam cię, żebyś mówiła mi Tsunade. Nie lubię takich formalności. – Uśmiechnęła się ponownie.
             - Skończyłyście? – W progu drzwi pojawił się Uchiha.  
            - Tak. Ile dziś płacę? – spytałam, a serce na moment przestało bić, oczekując tej olbrzymiej kwoty.
            - Przestań Sakura. Wszystko już opłaciłem. – Sasuke zabrał mi torebkę, odbierając jakąkolwiek możliwość zapłaty.
            - Ma racje. Jesteśmy umówieni. Poza tym... – wtrąciła Tsunade. – Cieszę się, że nareszcie się ustatkował. Chyba bym ci przyłożyła, gdybyś nie znalazł tak cudownej kobiety, jak Sakura. – Szarpnęła go lekko za ucho, co spotkało się z krzywym grymasem Sasuke. Cała sytuacja była tak śmieszna, że ledwo się powstrzymywałam, by nie dokładać Sasuke wstydu.

<<>> 

            - To niesamowite, że zna cię od tak dawna! – Podniosła podekscytowana głos, gdy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania.
            - Nic w tym niesamowitego. Jest ginekologiem, więc to normalne. – Prychnąłem. Starałem się za wszelką cenę ukryć zażenowanie całą sytuacją.
             - Jesteś bez serca czy jak? Dbała o ciebie i wciąż dba. Jesteś przy niej taki grzeczniutki. – Spojrzała na mnie, zaczepnie się uśmiechając. Praktycznie liczyłem sekundy, zanim na nią skoczę. Przechyliła czarę, gdy tylko ujrzałem jej prowokacyjny język.
            - Zaraz ci pokażę, jak niegrzeczny mogę być! – Ruszyłem w jej stronę, a ta niemal natychmiast zaczęła uciekać. – Nie biegaj! – Pouczyłem ją. Od razu przystopowała, tym razem maszerując nieco szybciej. Pokiwałem niedowierzając głową.
            Była już na wyciągnięcie ręki, kiedy chwyciła zaspanego kota, starając się mnie odstraszyć.
            - Pamiętaj, że jestem twoją najważniejszą, najcenniejszą i najukochańszą kobietą! – Dogryzała mi.
            - Nie dodawaj sobie! – Uśmiechnąłem się, stając tuż przed nią. Wciąż była taka mała, że musiała zadzierać w górę głowę. Zawsze wygląda wtedy tak zabawnie. Odebrałem zdezorientowanego kota z jej rąk, wypuszczając go w bok. Ten jedynie przeszedł kawałek dalej, kładąc się znów spać. Najwidoczniej przyzwyczajony był już do naszych chaotycznych działań.
             Pociągnąłem ją na kanapę, by usiadła zaraz przy mnie.
            - Ale jestem zmęczona! – Wyciągnęła dłonie w górę, przeciągając się. Zrzuciła z siebie buty, których nie zdążyła zdjąć na wejściu. – Wiesz... Cieszę się, że wyrwałeś się dziś szybciej z pracy.
            - Przecież mówiłem, że się wami zaopiekuję.
            - Nie chciałam ci sprawiać problemów – mruknęła prawie niesłyszalnie.
            - Sakura – odezwałem się – Jesteście moją rodziną. Nigdy nie będziecie dla mnie problemem  – dodałem, odwracając twarz w bok. Czułem, że moja twarz robi się czerwona. Nie chciałem pokazywać swoich słabości, a  Sakura i stała się moim najczulszym punktem. Drugi miał się niedługo pojawić na świecie.
            Nie wiem, kiedy poczułem ciężar na kolanach. Spojrzałem w dół, a różowe włosy otoczyły moje ciało. Jej głowa spokojnie ułożyła się na mnie, a nogi wygodnie usadowiła na kanapie. Odsunąłem różowy kosmyk z czoła, dostrzegając jej spokojne rysy twarzy. Miała zamknięte oczy i równomierny oddech. Tak spokojnie zasnęła. Musiała być zmęczona dniem w pracy i jeszcze te wydarzenia z lekarzem. Kątem oka spojrzałem jeszcze raz na jej drobną twarz i wypuściłem ciężko powietrze. Była taka urocza.
            - Co ja się z tobą mam? – Uśmiechnąłem się pod nosem, podnosząc się powoli, by przypadkiem jej nie obudzić.
            Uniosłem ją ostrożnie na ręce, kierując się do sypialni, a ona jakby czując przez sen moje ciało, wkomponowała się idealnie, przylegając bliżej mojej klatki piersiowej.
            Położyłem ją na pościeli, okrywając kołdrą. Ostatni raz spojrzałem na jej spokojną twarz. Kciukiem przejechałem po jej policzku, a następnie zahaczyłem o pełne zaróżowione usta. Poczułem ogromną ochotę, by ich posmakować. Chciałem, by były tylko moje.
            Nachyliłem się niepewnie, muskając je niczym najdelikatniejszy kwiat. Z pragnieniem i strachem, że mogę zniszczyć coś tak kruchego.
            Odwróciłem się zaraz, gdy drobna dłoń zacisnęła się na mojej nogawce spodni. –
            - Gdzie idziesz? – wymamrotała.
            - Nigdzie. Będę obok. 
            



 
 Kto by się spodziewał, że ten czas tak szybko ucieka. Wiem, że bardzo długo zwlekałam z nowym rozdziałem, ale pochłonęły mnie sprawy związane ze studiami i życiem. 

Mam nadzieję, że wciąż jest parę osób, które czekały. 
Na pewno nie zostawiłabym opowiadania samemu sobie!
Przecież to niegodne. 

Wyczekujcie zakończenia, bo nadchodzi wielkimi krokami!
Pozdrowionka ;*