19.10.2017

Rozdział 23- 30 %
Korekta - 5/22








niedziela, 8 października 2017

22. Znowu to zrobiłam

4 komentarze:


Naprawdę nie wierzyłam, że dałam się namówić Ino na tak absurdalną rzecz. Moje myśli wybuchały śmiechem, gdy tylko brałam pod uwagę jej słowa. Jednak z każdą kolejną chwilą oraz kolejnym niespokojnym stuknięciem palcami o umywalkę czułam narastający we mnie niepokój. Strach, który stawał się całkowicie realny. Przez moją głowę przetacza się fala sprzecznych emocji. Nie ważne o czym starałam się myśleć w tym momencie, wciąż kątem oka zerkałam w to samo miejsce.   I choć było to nastawienie zupełnie bezpodstawne i tak pojawiało się w mojej głowie.
- Mój boże – wymamrotałam, dłońmi zakrywając usta. Wybiegłam z łazienki, prawie tratując wyczekującą w niecierpliwości Ino.
- I jak?! – Prawie krzyknęła, gdy dorwałam się do małej szafeczki w kuchni. Trzymałam w niej najpotrzebniejsze lekarstwa. – Nie, nie, nie. – Przerzucałam kolejno opakowania tabletek przeciwbólowych, by w roztargnieniu dopaść srebrne listki. Roztrzęsionymi dłońmi liczyłam brakujące miejsca, niedowierzając, jak wiele pozostało wciąż zapełnionych. Praktycznie nieruszone.
Przyłożyłam czoło do wiszącej szafki, przeklinając w myślach swoją głupotę. Błagam, by to nie była prawda.
- Gratuluję, Sakura. – Usłyszałam głos przyjaciółki, która z lekkim uśmiechem trzymała w dłoni mój test ciążowy. W tym momencie dojrzałam dwie kreski, które zdusiły w moim gardle ogromną gulę. Zamilkłam.
W kolejnej chwili nie słyszałam już głosu Yamanaki, nie dochodziły do mnie dźwięki syczącego czajnika, ani samochodów za oknem.  Jestem w ciąży.  To zdanie odbijało się echem w mojej głowie, a w sercu mieszało się ogromne niedowierzanie z dziwną radością.  A gdy osłupienie zaczynało słabnąć, cisza zamieniała się we wrzask. Przepełniały mnie kłęby myśli, a wszystkie dotyczyły właśnie wywracającego się życia. I wiedziałam, że to nie będzie dotyczyło wyłącznie mojego.
- Jesteś tu? – Poczułam łagodną dłoń przyjaciółki na swoim ramieniu, która drugą wyłączyła przeraźliwy i dotąd niesłyszalny pisk czajnika.
- Jak to możliwe? – Powtarzałam te słowa jak mantrę, starając się nie dopuścić do świadomości ciężaru, jaki na mnie spoczął.
- Pytasz jak się robi dzieci? Przecież nie biorą się z kapusty. – Spojrzała na mnie kpiąco, przypominając mi moje niezbyt nudne życie seksualne.
- Zaczynam panikować. – Zwróciłam wzrok, na błękitne, spokojne tęczówki Ino. Niewzruszona, jakby znała prawdę jeszcze przed zrobieniem tego testu. Domyślała się, a ja sama nie potrafiłam połączyć faktów.
- Robisz to, co wszystkie kobiety przed tobą. A po tobie, będą panikowały jeszcze setki innych. – Uśmiechnęła się promiennie, masując dłonią swój zaokrąglony brzuszek.
- Ale. Ja nie wiem, czy jestem gotowa. – Odkręciłam kurek, zanurzając roztrzęsione dłonie pod strumień chłodnej wody, naiwnie sądząc, że choć odrobinę ukoi moje stargane nerwy.  – O boże. Jak ja sobie poradzę? – Czułam, jak łzy zaczynają napływać mi do oczu.
- Spokojnie, poradzisz sobie!  Wszystkie musimy sobie z tym radzić, więc i ty dasz radę. Właściwie, to nie masz innego wyjścia. – Jej ton zmienił się na bardziej stanowczy.
Dobrze wiedziała, że nie potrzebowałam teraz delikatnych słów pocieszenia i poklepywania po plecach. To nie był krótki bieg, który miałam wygrać. Właśnie wkraczałam w długi maraton, który będę pokonywała całe swoje życie. I dam z siebie wszystko.
- Nie jesteś z tym sama. Masz mnie, Hinatę i mnóstwo przyjaciół, którzy zawsze ci pomogą. A wciąż jest Sasuke. – Podkreśliła jego imię z lekkim obrzydzeniem, dodając do tego nutkę zabawnego tonu. Dobrze wiedziałam, jak bardzo nie tolerowała jego zachowania, jednak stara się dla mnie zachować resztki umiaru w jego towarzystwie.
- Sasuke! – Ponownie uderzyłam czołem o szafkę. – Jak ja mam mu to powiedzieć? - Znów zaszlochałam, na co przyjaciółka tylko przekręciła oczami.
- Normalnie! Niech weźmie na siebie trochę odpowiedzialności. Będzie musiał szybko do tego dojrzeć. – Pewna swojego zdania, zarzuciła sobie ręce na biodra. Przynajmniej ona potrafiła w tej sytuacji trzeźwo myśleć.
Muszę stawić mu czoła. Nie ukryję dziecka. Prędzej czy później zorientuje się, a ja sama nie dam sobie rady. Potrzebuję jego pomocy i wsparcia, a dziecko ojca. To niesamowite jak w jednej chwili muszę przestawić się na zupełnie nowe myślenie. Planowałam kiedyś założyć rodzinę, ale chciałam zrobić to w stabilnym i odpowiednim momencie. 

<<>> 

Potwierdziłam wynik testów. Byłam w ciąży i to nie było już tylko przypuszczenie. Musiałam zebrać się na odwagę i powiedzieć Sasuke o dziecku. Czy obawiałam się jego reakcji?  Oczywiście, że tak! Na pewno nie planował jeszcze zakładania rodziny, a ja wyskoczę z tym jak królik z kapelusza. Niestety, czas zachować się jak na dorosłych przystało.
Przyłożyłam dłoń do płaskiego jeszcze brzucha, uśmiechając się pod nosem. Chciałabym, by wszystko poszło dobrze.
- Trzymaj za mamusię kciuki, ponieważ idzie zawalczyć o naszą przyszłość.  – Wymamrotałam cicho.
Zapięłam wyżej cienką kurtkę, gdy tylko chłodny wiatr otulił moje ciało. Było już późne popołudnie, a ja jak zwykle ubrałam się za lekko. Powinnam zacząć o siebie dbać.  Wsunęłam dłonie do kieszeni przemieszczając się kolejnymi uliczkami. Jeśli dobrze pamiętam, pod firmę Sasuke dojeżdżał bezpośrednio autobus.
Przystanęłam na przystanku szybko sprawdzając rozkład jazdy, ponieważ właśnie podjeżdżał numer osiemnaście.  W idealnym czasie okazało się, że jedzie w moim kierunku. Zadowolona skierowałam się do kierowcy, by kupić bilet. O tej godzinie ludzie po skończonej pracy wracają do swoich domów. Do rodziny. Momentalnie poczułam ciepło w sercu na myśl, że i ja mam szansę stworzyć tak silne więzi. Przepuściłam tłum wychodzący z autobusu, gdy przed moimi oczami zafalowały kosmyki czerwonych włosów. Mimowolnie obejrzałam się w tył, gdy kobieca dłoń szarpnęła mnie lekko w tył, nie pozwalając wejść do autobusu.
- Co robisz? – Zaskoczona lustrowałam sylwetkę Karin, która z urażoną miną spoglądała na pobliskie stoisko z preclami. Tak naprawdę, wcale nie chodziło o rogale.
- Jechałaś do Sasuke prawda? – Zaszczyciła mnie spojrzeniem. Ta kobieta była dla mnie jedną wielką zagadką.
- Taki miałam zamiar. Ale właśnie odjechał mój autobus. – Prychnęłam oskarżająco.
- Nie ma go w biurze – odpowiedziała, wyprzedzając moje kolejne słowa. – Nie przyszedł dziś do pracy.
            Nie ukrywam, że jego zachowanie nieco mnie zaskoczyło. Nie należał do typu tych leniwych i spędzał w pracy zawsze więcej godzin niż powinien. Czy może być wciąż zły o to, że spotkałam się z Kibą? Jakie dziecinne zachowanie! Owszem, od tego czasu nie odzywaliśmy się do siebie. Oboje jesteśmy typem osoby, która woli coś przemilczeć, niż powiedzieć za dużo. Tamta sytuacja nie powinna była mieć miejsca, dlatego postanowiłam odizolować się na jeden dzień, by przemyśleć i ustabilizować emocje. Sądziłam, że robi to samo. Musimy sobie wszystko wyjaśnić.
            Wyminęłam Karin, ponownie zagłębiając się w rozkładzie jazdy. Naburmuszyłam się, gdy dotarło do mnie, że następny autobus do domu Sasuke mam dopiero za godzinę.
            - W takim razie masz trochę czasu.  – Usłyszałam jej głos za plecami. Wypuściłam ciężko powietrze.
            - Raczej przejdę się na nogach – burknęłam, nie mając ochoty na jej towarzystwo.
            - Zaczekaj. Możemy porozmawiać? – Przystanęłam, zaskoczona oglądając się przez ramie. Nie była tą samą zołzą jaką dała mi się poznać na samym początku. Widocznie spokorniała, co strasznie podsycało mój ciekawski charakter.
            - Mamy o czym? – Starałam się jak najszybciej przejść do sedna sprawy. Miałam ważniejszą rozmowę do przeprowadzenia.
            - Chodźmy do pobliskiej restauracji. To nie jest najlepsze miejsce. – Rozejrzałam się na ludzi stojących wkoło. Miejsce publiczne faktycznie nie jest odpowiednie na wszelkiego typu poważniejsze rozmowy. Ciarki mnie przeszły na myśl, że Karin może powiedzieć mi coś, co kompletnie zrujnuje moje relacje z Sasuke. Czego ona właściwie od niego chciała? Czego chciała ode mnie?
            Przytaknęłam, kierując się za sylwetką kobiety. Całą drogę przeszłyśmy w dłużącej się ciszy, pod parasolem ciężkiej atmosfery.

<<>> 

- To było za łatwe. – Zaśmiał się Naruto zarzucając ręce za głowę. Osunął się wygodniej na fotelu, napawając uczuciem zwycięstwa.
            - Zabieraj te nogi ze stołu! Nie widzę telewizora – warknąłem, odrzucając pada na bok.
            - O co się tak denerwujesz? Masz słabszy dzień. Musisz nauczyć się przegrywać. – Podrapał się po nosie, a na jego twarzy wciąż widniał szyderczy uśmieszek.  Dobrze wie, że w normalnych okolicznościach nie miałby szans na wygraną. Nie miałem ochoty się z nim teraz o to sprzeczać.
            Kolejny raz pochwyciłem telefon sprawdzając pusty wyświetlacz. Żadnych powiadomień. Wiele razy sam próbowałem odezwać się do Haruno, jednak za każdym razem rozłączałem się, bądź kasowałem wiadomości. Czy naprawdę moja duma nie potrafiła tego znieść?
             Byłem zły, kiedy zobaczyłem ją z tym facetem. Nienawidziłem, gdy coś nie szło po mojej myśli. Powinna była zostać w domu. Zaczekać na mnie, aż wrócę z pracy. Specjalnie uciąłem godziny, by być obok niej. A ona? Wyszła nic nie mówiąc na spotkanie z tym frajerem.
            Gotowałem się na myśl, że mogłoby ją łączyć z nim coś więcej. Należała do mnie i powinna o tym wiedzieć. Nikt inny nie miał prawa na nią patrzeć, a co dopiero dotykać. On trzymał ją za rękę, gdy nie stawiała najmniejszego oporu. Jakby nie pojawił się Sai już dawno rozniósłbym tą kawiarnię i wyniósł ją stamtąd siłą. Czy to właśnie był mój problem?
            Odłożyłem głośno telefon na stół, przecierając twarz dłońmi. Cholernie popaprana sytuacja.
            - Wiesz. Hinata byłaby znacznie lepsza w tych sprawach ale wyszła do Ino. Jeśli chcesz to mogę spróbować. – Odwrócił się do mnie z dziwną miną, dłonie starannie układając na kolanach. Wbijał we mnie wzrok, jakby starając się wydusić kolejne słowa.
            - Nie potrzebuję psychologa – burknąłem niezadowolony. Wszystko zaczynało mnie irytować.
            - Myślisz, że to w porządku, że się do siebie nie odzywacie? – Drążył temat, naciskając na drażliwy punkt.
            - Ona nie była w porządku.
            - Nie dałeś jej wyjaśnić – upierał się, zakładając ręce na piersi.
            - Czego? Dla mnie to była jasna sytuacja. – Wypuściłem zalegające mi w piersi powietrze. Pod wpływem emocji człowiek robi różne głupie rzeczy, których potem długo żałuje. Najbardziej bolesne były słowa, które sobie zarzuciliśmy.
Wypowiedziane, nie są już odwracalne.
<<>> 

            Za oknem robiło się ciemno. Otworzyłem kolejne piwo przechylając jego zawartość. Powoli wprowadzałem organizm w stan upojenia, który pozwalał mi uspokoić myśli. Świat stawał się mniej ważny, niż wydawało mi się przed poprzednią butelką.
Położyłem laptop na kolanach, zanurzając się w Internecie. Może choć to na chwilę oderwie moje myśli od Haruno. Kątem oka spojrzałem na śpiącego Uzumakiego. Ślinił się, czasami pojękując imię Hyuugi. Hinata jest naprawdę cierpliwą kobietą. Ma szczęście, że trafił na kogoś takiego. Gdy wróciła, przykryła go kocem, a następnie życząc nam udanej nocy poszła na górę. Miałem wrażenie, że trochę nadużywam ich gościnności.
Sunąłem myszką po kolejnych stronach, zagłębiając się w absurdach Internetu. Znów pojawił się irracjonalny nagłówek na temat mojej osoby. Momentami ich spekulacje stawały się nawet zabawne. Mimowolnie włączyłem plotkarski portal, co coraz bardziej przykuwało moją uwagę. Sunąc wzrokiem po tekście odczuwałem dziwny skręt w żołądku. Z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem moje ciało napinało się niebezpiecznie. Gdy w jednej chwili kompletnie zamarłem. Nie chciałem w to wierzyć. Ale miałem to przed swoimi oczami. Właśnie teraz zaczęły atakować mnie setki myśli, a odpowiedź zaczynała się sama układać. Jak głupi byłem, by tego nie zauważyć. Zatrzasnąłem klapkę od laptopa zbierając swoje rzeczy. 

<<>> 

            Przeprowadzona rozmowa z Karin obudziła we mnie mieszane uczucia. Sama nie wiedziałam, co powinnam o tym wszystkim myśleć. Musiałam to jednak odłożyć na później, ponieważ teraz czekała mnie jeszcze poważniejsza rozmowa. Chciałabym to wszystko mieć już za sobą.
            Położyłam drżącą dłoń na przycisku od dzwonka do drzwi. A co jeśli wciąż jest zły? Może powinnam jeszcze zaczekać. Natychmiast wycofałam się, robiąc trzy kroki w tył.
            To nie jest dobry pomysł. Sasuke ma prawo wiedzieć. Nawet jeśli nie będzie zadowolony. Pewnie podniosłam głowę do góry, zbliżając się do drzwi. Zapukać czy zadzwonić? Przystanęłam spoglądając na swoje buty. Wydawały się teraz czarne i smutne, a przecież tak bardzo mi się podobały, gdy je kupowałam. Dlaczego w życiu musimy zetknąć się z tak wieloma sprzecznymi emocjami. Chciałabym, by były zawsze tak piękne jak w chwili, gdy przymierzałam je w sklepie.
            Chyba nie jestem na to jeszcze gotowa.  Odwróciłam się na pięcie, by odejść. Spojrzałam w niebo. Było już naprawdę późno. Nie powinnam włóczyć się sama po mieście. Mam daleko do domu.
Weź się w garść Sakura! Dasz radę. Stanęłam nosem przy drzwiach, szybko uderzając w nie dłonią. Przymrużyłam oczy,  gdy światło z mieszkania padło na moją twarz.
            - Sakura? – Usłyszałam głos starszego Uchihy. – Jest późno. Wejdź do środka.
            - Dzięki. – Wydukałam. Byłam nastawiona na starcie twarzą w twarz z Sasuke, gdy pojawił się Itachi. – Nie ma Sasuke? – Rozejrzałam się dookoła, utwierdzając się w tym przekonaniu. Zaczynałam się tym wszystkim martwić. To nie było do niego podobne.
            - Myślałem, że będzie z tobą – odpowiedział spokojnie.
            - Wyjeżdżasz? – spytałam. Dopiero teraz dostrzegłam rozrzucone ubrania obok walizki.
            - Jutro dopołudnia. Przedobrzyłem z urlopem, więc powinienem już wracać do Kioto. – Uśmiechnął się, drapiąc niedbale po głowie. – Nie jestem pewien czy dam rade to wszystko spakować. – Machnął zdezorientowany ręką na stos rzeczy wysypujących się z torby.
            - Wystarczy to wszystko poskładać! – Złapałam się przerażona za głowę, na co on się tylko śmiał. W jednej chwili potrafił przywrócić mi dobry humor.
            - Zostawiam brata w dobrych rękach.  – Posłał mi znaczące spojrzenie, na co ja się zarumieniłam. Jednak szybko na mojej twarzy pojawiło się zakłopotanie. Nie wiedziałam, jaką właściwie powinnam dać mu odpowiedź.

            Po dokładnym spakowaniu rzeczy Itachiego, siedzieliśmy przy stole popijając gorącą herbatę. Porządnie mnie rozgrzała i zatopiła smutki. Podczas naszej rozmowy Uchiha starał się mnie rozśmieszać na wszelkie różne głupie sposoby, co wychodziło mu doskonale. Nie wiem, w jaki sposób wyczytał moje zmieszane emocje, ale byłam mu za to dozgonnie wdzięczna.
            W pewnym momencie drzwi mieszkania otworzyły się z impetem uderzając o ścianę. Natychmiast odwróciliśmy się zdziwieni w stronę wejścia. Sasuke podparł się ręką framugi ledwo trzymając się na nogach. Ten widok ścisnął mnie za serce. Osunęłam się z krzesełka, chcąc do niego podejść.
            - Jesteś tu? Świetnie się składa – wymamrotał, chwiejnym krokiem zbliżając się w naszym kierunku.  Lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Czyli on też chciał zakończyć nasze milczenie?
Jak szybko poczułam ulgę, tak szybko ponownie moje ciało się napięło pod wpływem dziwnej atmosfery, która zapanowała w pomieszczeniu. Wyminął mnie z szyderczym uśmieszkiem, a w jego oczach dojrzałam niespotykany chłód i pogardę. Stał się oschły i obojętny.
            - Gdzie byłeś? Martwiłam się. – Chciałam jak najszybciej przytulić się do niego i odtrącić te negatywne uczucia.
            - Martwiłaś? Ale po co? Jestem cały. – Wyszczerzył się, opierając plecami o kuchenny blat.
            - Sasuke uspokój się, za dużo wypiłeś. – Wtrącił się Itachi, który do tej pory tylko obserwował poczynania brata.
            - Ty nie masz nic do tego – odpowiedział Sasuke. – Świetnie się bawiłaś? – Ponownie zwrócił się do mnie. Jego wzrok był pusty i wyprany z uczuć.  Dodatkowo alkohol napędzał go do działania.
            - Nie rozumiem – wymamrotałam, czując, że łzy zaczynają napływać mi do oczu. Nie tego się spodziewałam.
            - Pytam, czy dobrze się ze mną bawiłaś?! – Podniósł głos, a ja tylko bardziej zamknęłam się w sobie. Chciałam stworzyć swoją bezpieczną strefę.  – Może to powtórzymy kwiatuszku? – Wyszeptał mi do ucha, gdy niespodziewanie zbliżył się do mnie.
            Jego przerażający ton głosu wywoływał ciarki na moim ciele. Szeptem wyniszczał moją pewność siebie.  
            - Sasuke… - Starałam się zrozumieć. Chciałam wiedzieć, co tak naprawdę chodzi mu po głowie.
            - Tylko tym razem zróbmy więcej zdjęć. – Ścisnął mocniej mój nadgarstek, wpijając się w moje usta. Nie był delikatny. Łapczywie odbierał mi pocałunki, mocniej przygryzając dolną wargę. Starałam się wyrwać z jego uścisku.
Jego dłoń osunęła się na mój pośladek mocniej się na nim zaciskając.
Itachi wyskoczył do przodu w każdej chwili gotowy zareagować.
            - Zostaw mnie! – Uderzyłam go w twarz odsuwając się kilka kroków w tył. – Zostaw. – Nie potrafiłam powstrzymać łez. Wszystko poszło nie tak. Nie znałam mężczyzny stojącego przede mną.
            W tej chwili jakby całkowicie wytrzeźwiał. Przez moment zapanowała cisza, której nikt nie potrafił przerwać. A mnie bolało, że Itachi musiał na to wszystko patrzeć.
            - Idź już sobie – wymamrotał Sasuke pod nosem.
            - Sasuke, ja… nie rozumiem. – Próbowałam jakoś ratować sytuację. Przecież będziemy mieli dziecko. Ja miałam mu o tym powiedzieć! Miał dowiedzieć się, że będzie ojcem.  Wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej.
            - Czego nie rozumiesz? Chciałaś tylko wybić się przez moje łóżko. Udało się, więc czego jeszcze ode mnie oczekujesz?  – Jego głos był zupełnie obcy. Stałam zapłakana, zastanawiając się jak wielu kłamstw musiał się nasłuchać. – Trzymaj. Może sobie przypomnisz.
            Podał mi telefon, na którym włączona była strona plotkarska. Nie sądziłam, że Sasuke mógłby się kierować czymś takim. Przewijałam tekst w dół, gdy ukazało mi się nasze wspólne zdjęcie. Zdjęcie doskonale mi znane. W końcu to ja je zrobiłam. Leżałam z nim w łóżku, po naszej wspólnej nocy w jego domu. Mój mały sekret. Prywatna tajemnica. Jak to możliwe.
            - Ja. Mogę to wyjaśnić – wydukałam, przykładając drżącą dłoń do przerażonych ust.
            - Nie ma czego. Mam nadzieję, że dobrze ci zapłacili. Pojawi się na pewno jutro w gazetach, więc życzę sukcesów. Jesteś taka jak wszystkie inne. – Machnął na mnie ręką, odchodząc w stronę schodów.
            Stałam roztrzęsiona, zalana łzami. Czułam się zmieszana z błotem i obdarta z wszelkiej godności. A przecież to nie była prawda. Pragnęłam go. On tego nie rozumiał.
            - Sasuke! Zaczekaj! To nie tak! – Dramatycznie starałam się zachować resztki naszych więzi.   – Kocham cię Sasuke – dodałam już nieco ciszej. Wpatrywałam się w jego plecy z ogromną determinacją.
            -  Przestań się okłamywać Sakura. Niczego między nami nie było.

<<>> 

            Przez całą noc nie potrafiłem zmrużyć oka. Wciąż miałem ją przed oczami. Choć wiem, że tylko chciała mnie wykorzystać ja naprawdę zaczynałem coś do niej czuć. Sądziłem, że znalazłem osobę, z którą będę chciał w końcu spędził to cholernie samotne życie.
             Chciałem codziennie słyszeć jej głos. Wracać do domu, który nie byłby pusty. W którym byłaby ona.
„Kocham Cię Sasuke”
To zdanie nie pozwalało mi zapomnieć.
            Wściekły zrzuciłem dokumenty z biurka. Podparłem głowę na dłoniach, starając się wyrzucić ją z głowy. Odtrącić te wszystkie uczucia, którymi ciągle mnie karmiła. Przecież nie były szczere. Wszystkie słowa i czyny, które do mnie kierowała były na pokaz. Obłudą, by osiągnąć cel.
            - Wszystko w porządku Sasuke? – Karin cicho uchyliła drzwi, wchodząc do środka, gdy tylko dojrzała cały bałagan.

            - To ciebie nie dotyczy – burknąłem oschle, nie mając ochoty na żadną rozmowę. Od rana tej głupek próbował się do mnie dodzwonić, co tylko potęgowało moją irytację.
            - Widziałam gazety – odpowiedziała, rzucając mi jedną na blat.
            - Śmieszy cię to? – Z frustracją spojrzałem w jej kierunku. Była opanowana jak zawsze. Nie zwracała uwagi na moje zmienne zachowania.
            - Odpuścisz ją sobie? – spytała niespodziewanie. Nie wiedziałem co mógłbym jej odpowiedzieć. Czy chciałem ją sobie odpuścić?
            - Nie jest dla mnie nikim ważnym. – Skłamałem, poprawiając koszulę. Wyprostowałem się na krześle, starając się przybrać poważniejszą mimikę.
            - W takim razie możemy wrócić do naszego starego układu? – Przysiadła na biurku, zarzucając nogę na nogę.
            - Daj mi spokój Karin. – Odwróciłem wzrok w stronę okna. Na dworze strasznie wiało, a ja zastanawiałem się czy na pewno się cieplej ubrała.
            - Tak myślałam. – Wstała. – Sai starał się do ciebie dodzwonić. Myślę, że powinieneś włączyć telefon. – Opuściła moje biuro, zostawiając mnie z jeszcze większym mętlikiem w głowie.
            Wychodziłem z pracy, gdy załączyłem komórkę. Zasypały mnie komunikaty o nieodebranych połączeniach.  Naruto nawet zostawił mnóstwo wiadomości. Kompletny głupek.
W jednej chwili telefon zaczął dzwonić.
            - Czego chcesz? – Odezwałem się.
            - Sakura była rano u Hinaty! Słyszałem część rozmowy. Jesteś totalnym idiotą! – Krzyczał mi do telefonu. – Jak mogłeś ją tak potraktować!
            - To nie jest wasza sprawa. – Rozłączyłem się zaciskając mocniej palce na telefonie.
            Dlaczego tak bardzo jej zależy? Powinna już sobie dawno odpuścić. A ona zachowuje się, jakby nasza relacja cokolwiek dla niej znaczyła. Po głowie wciąż chodziły mi poranne słowa Itachiego.
            „- Jesteś kompletnym idiotą Sasuke, że nie dostrzegasz tych iskierek w jej oczach. – Pouczał mnie, gdy tylko wyminąłem go w korytarzu. – Jesteś moim młodszym głupiutkim braciszkiem. Nie chcę być musiał czegoś żałować”.
           
            - Uchiha! – Uniosłem głowę, gdy dojrzałem przed sobą zdenerwowaną twarz przyjaciela.
            - Sai? – Zdezorientowany lustrowałem, jak zły podchodzi do mnie. Zacisnął dłonie na mojej koszuli.
            - Mówiłem ci, że nie daruje, jeśli zrobisz jej krzywdę. Trzeba być sukinsynem, żeby porzucić kobietę w takim stanie.
            - Powiedziałem jej, co myślę! Niepotrzebnie się ze mną bawiła. – Odtrąciłem jego dłonie poprawiając ubranie.
            - To nie była zabawa. Jako facet powinieneś wziąć na siebie pełną odpowiedzialność. Zachciało ci się pieprzyć to zachowaj się jak na dorosłego przystało.
            - Nie kazałem jej robić tych cholernych zdjęć. – I ja podniosłem głos. Wyglądaliśmy, jakbyśmy mieli sobie zaraz skoczyć do gardeł.
            - Jakich zdjęć? – Spojrzał na mnie zdezorientowany. – Nie powiedziała ci?
Nie powiedziała, o czym? Stałem zupełnie ogłupiały. Były jeszcze jakieś tajemnice, które przede mną ukrywała? Robiło się coraz zabawniej.
            - Jak na ciebie patrzę, to zupełnie jej się nie dziwię. Ale to delikatna kobieta i nie da sobie rady sama. Ino mnie zabije, ale powinieneś znać prawdę.
            - Mów do cholery, o co chodzi. – Zrobiłem krok w jego kierunku, gotowy by ostatecznie wyrwać z niego prawdę siłą.
            - Jest w ciąży. – Na te słowa zamarłem. Nie byłem przygotowany na coś takiego. Zresztą, kto by był?
            Sakura była w ciąży i nic by mi nie powiedziała? Wspominając wczorajszy wieczór nie dałem jej nawet na to szansy.
            - Cholera  – zakląłem. Przyszła, żeby mi to powiedzieć. Byłem wściekły i naskoczyłem na nią. Jestem skończonym kretynem. Muszę to usłyszeć od niej. Musi mi to powiedzieć.
            - Była u Ino – dodał Sai, wyprzedzając moje pytanie. Jakby czytał mi w myślach.

<<>> 

            Zdenerwowany zapukałem do drzwi. Po krótkiej chwili, ponagliłem uderzając jeszcze mocniej.
            - Idę! – Usłyszałem głos blondynki, która otwierała spokojnie drzwi.
            - Kogo ja widzę? Dupek w pełnej okazałości. – Zaśmiała się, lustrując moją przygarbioną postawę. Poczułem odrobinę skruchy i zażenowania swoim zachowaniem. Wciąż jednak nie potrafiłem wybaczyć jej tak wielu niedopowiedzianych sytuacji.
            - Sakury już tutaj nie ma. Raczej wątpię, że uda ci się ją jeszcze zobaczyć.
            - O czym ty mówisz?! – Jej słowa obijały się echem w mojej głowie.
            - Jak możesz myśleć, że mogłaby żyć obok ciebie? – Z ogromną irytacją przeszywała mnie wzrokiem. – Straciłeś szansę. Może dobrze, że tak się stało.
            - Muszę z nią porozmawiać. To ważne. – Nie poddawałem się. Ona miała obowiązek mi wszystko wytłumaczyć. Dopiero teraz zrozumiałem, że mogę stracić coś bardzo cennego. Coś najważniejszego. Moją rodzinę.
            - Wyjechała jakiś czas temu. Znów uciekła. Przez ciebie.  





 ________________________________________________________________________



Obawiam się kochani, że to był już przedostatni rozdział ! A może przed przed? Tak czy inaczej, zbliżamy się do końca, więc trzymajcie kciuki, by to najważniejsze wyszło najlepiej ! 

Komentujcie wasze spostrzeżenia na temat rozdziału ;)  



środa, 4 października 2017

#3 Nie będzie już innego razu | Itachi

3 komentarze:


Czy wiesz, jakie to uczucie, gdy człowiek umiera? Przed oczami przelatują wspomnienia i okala cię mgła podjętych w życiu decyzji. Nigdy nie znalazłem choć grama czasu, by zastanowić się, czy na pewno wszystkie były odpowiednie.

Wiem, że nie jestem w stanie już niczego zmienić. Nie mogę poprowadzić cię dalej drogą, którą uważałem za najlepszą dla ciebie. Nigdy nią nie była. To nie ty zbłądziłeś, nie ty pogubiłeś wartości w życiu. To przeze mnie zatraciłeś się w kłamstwach.

Nie wiemy, jakimi ludźmi tak naprawdę jesteśmy, aż do momentu przed naszej śmierci, gdy musimy zmierzyć się z przeszłością. Kiedy cholernie się boimy i  zaczynamy żałować rzeczy nieodwracalnych.

A ja żałowałem, że nie miałem odwagi, by żyć zgodnie z samym sobą.

Żałowałem, że nie potrafiłem ukazywać uczuć i nie pozwoliłem byśmy byli szczęśliwi. Dopiero umierając, uświadomiłem sobie, że szczęście jest wyborem. Wyborem, który Ci odebrałem.

 Uważałem, że śmierć z twoich rąk będzie dla mnie oczyszczeniem. Wymazałaby wszelką odrazę, którą musiałem w sobie nosić.

Jak wiele błędów popełniałem. W ostatnich chwilach swojego życia, mogę ocenić ile cierpienia na ciebie sprowadziłem, tym samym zatracając się w samotności. A przecież byłem twoim starszym bratem.  Żyłem w ukryciu, starając się zabić wewnętrzny ból pogardy, jaką czułem do własnej osoby.

Zawiodłem was mamo i tato. Nie byłem najlepszym synem. Nie podołałem obietnicy, jaką założyłem wam w naszym ostatnim wspólnym dniu, a koszmary pochłaniały mnie coraz bardziej z każdym kolejnym krokiem. Drżę na wspomnienie krwi, którą musiałem przelać za cenę zakłamanej wolności. Chłonąłem wszystko, by ocalić choć drobny blask naszego światła.

Wybacz mi Sasuke. Rozczarowałem cię, ponieważ nie potrafiłem być dla ciebie bratem. Może wszystko potoczyłoby się inaczej, gdybym od początku powiedział ci prawdę? Nie chcę już dłużej cię okłamywać. Odejdę z czystym sumieniem, które od tak dawna dusiłem wewnątrz siebie.

Mój koniec jest zerwaniem twoich ograniczeń, dlatego od tej chwili pragnę, byś podążał własną ścieżką. Wiem, że zostawiam cię pod dobrą opieką. Jestem dumny, że mogłem choć przez chwilę być u twego boku.

               Jeszcze raz, zanim odejdę z tego świata, chcę usłyszeć, jak nazywasz mnie swoim „starszym bratem”.




Przepraszam, Sasuke. Nie będzie już innego razu.






Obserwatorzy

© Agata | WS
x x x x x x x.